Projekt realizowany przez:

Fundację Uniwersytetu w Białymstoku
UNIVERSITAS BIALOSTOCENSIS


Projekt realizowany jest
dzięki dotacji
Ministra Spraw Wewnętrznych i
Administracji,


a także wsparciu finansowemu:


Fundacji im. Stefana Batorego

Prezydenta Miasta Białegostoku

Urzędu Marszałkowskiego
Województwa Podlaskiego

we współpracy z:


Uniwersytetem w Białymstoku

Instytutem Socjologii UwB

Instytutem Historii UwB

Muzeum Historycznym
w Białymstoku

Archiwum Państwowym
w Białymstoku

Klubem Przewodników Turystycznych
przy regionalnym PTTK


Stowarzyszeniem
Żydowskie Motywy


Akademickim Klubem
Turystyczno-Krajoznawczym

Zobacz również:




         

Fundacja UwB
na Facebooku

HISTORIA

Mariusz Sokołowski

Historia białostockich Żydów 1658-1943

Geneza osadnictwa żydowskiego na terenie województwa podlaskiego sięga XV wieku, kiedy to w Bielsku Podlaskim pojawiają się pierwsze, jeszcze niezorganizowane w postaci samodzielnej gminy, próby zasiedlenia miasteczka przez ludność wyznania mojżeszowego. Przełomowym momentem okazała się decyzja wojewody trockiego Olbrachta Gasztołda w 1522 r. o sprowadzeniu do Tykocina pierwszych dziewięciu rodzin żydowskich. To właśnie Tykocin stał się w tamtym okresie prężnie rozwijającym ośrodkiem żydowskim, obejmującym swym kulturalno-demograficznym oddziaływaniem większość prywatnych osad i miasteczek na Podlasiu [1].

Pierwsza, archiwalna wzmianka o Żydach zamieszkujących białostockie włości (folwarki i wioski) pochodzi z 1658 roku. W 1661 roku pogłówne uiściło 75 wyznawców judaizmu, a w 1692 roku istniał już przykahałek białostocki podlegający gminie okręgowej w Tykocinie [2]. Zapewne znaczny wpływ na przyrost liczby wyznawców judaizmu w Białymstoku, miały magnackie aspiracje rodu Branickich i w związku z tym rozbudowa ich siedziby. Fundacja miasteczka obdarzonego licznymi przywilejami i zwolnieniami fiskalnymi oraz niestosowanie piętnującego aktu "de non tolerandis Judaeis", były wystarczającymi zachętami dla przyciągnięcia "przedsiębiorczej" mniejszości. Już w początkach rozbudowy miasta napłynęła do niego pokaźna grupa Żydów, wzmacniając wcześniejszą, rodzimą kolonię, ulokowaną w okolicy południowej pierzei przyszłego Rynku [3].

W 1700 roku proboszcz białostocki wydzierżawił ludności żydowskiej teren pod synagogę (tzw. "pastewnik" za ul. Suraską), co świadczy pośrednio o istnieniu niewielkiej, lecz samodzielnej gminy [4]. Dokładna data wzniesienia synagogi nie jest znana. Dziewiętnastowieczny badacz dziejów Białegostoku, Jan Glinka, odczytał na stropie bimy synagogi przy ul. Zatylnej datę 1718 r., M. Goławski w swoim przedwojennym przewodniku po Białymstoku ustanawia cezurę na 1715 r., natomiast współczesny historyk Tomasz Wiśniewski datuje ją na rok 1711. Najstarsza bożnica białostockich Żydów nosiła wdzięczną nazwę "Nomer Tamid Beth Midrasz", co znaczyło "Wieczny Płomień Świec" [5].

Ciekawe są losy pierwszego cmentarza białostockich wyznawców judaizmu [6]. W inwentarzu z 1772 r. zarejestrowano istnienie starego, niefunkcjonującego wówczas kirkutu usytuowanego wzdłuż południowej pierzei Rynku, przy trzeciej posesji należącej do krawca Mirona Josiowicza. Zakupił on tę parcelę 30.VIII.1770 r. za zgodą J. K. Branickiego z przeznaczeniem na budowę browaru. I właśnie "przy tym budowisku w tyle [znalazły się] mogiłki dawne, oparkanione" [7]. Wielce prawdopodobne, że oba cmentarze były użytkowane i oba zostały zamknięte w tym samym czasie.

Białostocka diaspora żydowska brała aktywny udział w życiu miasta. Między innymi przewodniczący kahału uczestniczył w elekcji władz miejskich, a sam fundator "Wersalu Podlaskiego" podkreślał równouprawnienie obu grup: "Na tej elekcji, ponieważ jedno prawo mają i powinności, aby starszy z kahału zasiadał i on także swoją kreskę dawał" [8]. Jednak żaden przedstawiciel białostockiej gminy żydowskiej nie miał prawa zasiadania w "ławie miejskiej", ani piastowania urzędów publicznych. Za to, podobnie jak pozostałych mieszkańców, obowiązywał Żydów szereg powinności i świadczeń na rzecz miasta. Na obciążenia fiskalne składały się przede wszystkim opłaty za place, podatki uiszczane do arendy generalnej oraz pogłówne. Żydzi zobowiązani byli również, na równi z chrześcijańską ludnością, między innymi do płacenia po 4 grosze na świece dla regimentu pieszego, do napraw stancji oficerskich. Musieli składać się na stróża dozorującego sadzawki dworskie oraz na inne urządzenia miejskie (np. dzwonek na wieży ratuszowej). Wespół z katolikami tworzyli także patrole nocne, których zadaniem była ochrona miasta przed pożarami i kradzieżami [9]. Natomiast do bardziej prestiżowych powinności kahału należało utrzymanie i reperacja parkanów okalających miasto, poczynając "od Zwierzyńca do Bramy Suraskiej, od Suraskiej do Choroskiej i do Wasilkowskiej aż do Bojar" [10].

Żydzi białostoccy trudnili się zazwyczaj handlem i rzemiosłem. Do najliczniej reprezentowanych przez tę ludność branż należały: rzeźnictwo, piekarnictwo, rzemiosła włókiennicze i browarnictwo [11]. Popularność pierwszych trzech profesji była ściśle powiązana ze specyfiką religii żydowskiej. Jak podaje Anatol Leszczyński, rzeźnictwo wymagało rytualnego uboju zwierząt wyłącznie parzystokopytnych i specjalnego przygotowania mięsa jedynie z części przedniej nie posiadającej tłuszczu. Pozostałe fragmenty zwierzęcej tuszy, zdecydowanie lepsze gatunkowo, sprzedawano z zyskiem chrześcijanom. Stąd też spora była konkurencyjność w tej dziedzinie. Nie inaczej wyglądała sytuacja w przypadku wypieku pieczywa. Religia zabraniała kupowania chleba u chrześcijan Musiał on być sporządzany według ściśle określonych, koszernych reguł (m. in. w czasie świąt wypiek odbywał się pod nadzorem rabina). Żydzi nie mogli również nosić odzieży szytej konopnymi nićmi, dlatego stroje żydowskie, także przeznaczone do szerszego obrotu, wytwarzało ponad 30 żydowskich krawców [12].

Miejscem ogniskującym ekonomiczną aktywność białostockich Żydów był ratusz wraz z okalającym go rynkiem. W 1745 r. na mocy przywileju Jana Klemensa Branickiego "prawie wszystkie sklepy oddano Żydom" [13](a dokładnie dziesięciu handlarzom). W 1771 r. istniało już 46 przyratuszowych kramów [14], z czego jedynie dwa nie należały do Żydów. Posiadaczem tych dwóch intratnych posesji był niemiecki handlarz Jan Bogusław Szulc. Żydowskiego monopolu nie dostrzegł jednak bawiący w 1767 r. w Białymstoku Ernst Ahaswer Lehndorff twierdząc, że "są tu [na Rynku] reprezentowane prawie wszystkie narodowości [sic!]" [15]. Z czasem kramów zaczęło przybywać za sprawą parcelacji posesji na coraz mniejsze jednostki. W 1895 r. Zygmunt Gloger szacował ich liczbę na około 100.

Czasy Branickiego były nie tylko czasem rozkwitu i intensywnego rozwoju gminy żydowskiej w Białymstoku (w 1788 r. parafię białostocką zamieszkiwało m. in. 4 058 katolików i 1 890 Żydów) [16]. Był też niestety okresem rodzenia się pierwszych konfliktów i animozji w religijnie i etniczne zróżnicowanym mieście. Pojawiły się pierwsze poważne oskarżenia. Za wielki pożar Białegostoku w 1753 r. obwiniono lokalnych wyznawców judaizmu. Pożar ten, jak podają źródła miał powstać "z okazji kurzenia gorzałki przez Żyda" [17]. W późniejszym okresie, za czasów Izabeli Branickiej, lojalność tej hermetycznej społeczności zaczęto egzekwować przy pomocy specjalnej przysięgi. Chociaż "Pani Krakowska" uchodziła za wyrozumiałą opiekunkę Żydów, była wobec nich nierzadko bardzo krytyczna. "Znając dobrze ich wybiegi, lichwiarstwo i wyzyskiwanie, pragnie przed nimi biednych zasłonić" [18]- pisał pod koniec XIX w. Z. Gloger.

Gmina żydowska zaczęła bardzo szybko rozwijać się po 1807 r., kiedy to Białystok stał się częścią Imperium Rosyjskiego, jako tzw. Obwód Białostocki. Bodźcem stymulującym szybki przyrost ludności wyznania mojżeszowego na Podlasiu były restrykcyjne ustawy carskie wyznaczające tzw. strefę osiedlenia, która de facto pokrywała się z terytorium dawnej Rzeczypospolitej. Na początku do Białegostoku przybywali przeważnie Żydzi z okolicznych terenów wiejskich, a w późniejszych latach przyrost demograficzny wśród tej ludności podtrzymywali głównie przybysze ze wschodu, tzw. "litwacy". W 1807 r. w Białymstoku znajdowało się 9 bożnic i domów modlitwy [19]. Na początku lat trzydziestych XIX w. ta wzrostowa tendencja została zahamowana przez epidemię cholery, która dotknęła w głównej mierze ludność żydowską. Przy ul. Suraskiej białostocki kahał założył lazaret, a przy ul. Bema powstał cmentarz choleryczny [20].

Po podziale Polski przez trzy mocarstwa: Rosję, Austrię i Prusy, sytuacja ludności zamieszkującej tereny dawnej Rzeczypospolitej uległa znacznemu pogorszeniu. Najbardziej ucierpiała jednak ludność żydowska, która padła ofiarą represyjnej polityki wszystkich trzech państw zaborczych, polegającej na pozbawieniu jej dotychczasowej uprzywilejowanej pozycji. Głównym celem zaborców było skłonienie żydowskiej społeczności do szybszej asymilacji z resztą populacji. Niekorzystną sytuację geopolityczną potrafili jednak wykorzystać niektórzy przedsiębiorcy żydowscy. Fortuny na pośrednictwie w handlu między Cesarstwem a Królestwem zbili wówczas m. in. Izaak Zabłudowski, Abram Grodzieński i Aron Erbstein. Kolejnym impulsem dla rozwoju handlu, będącym zarazem zachętą do osiedlania się kolejnych żydowskich emigrantów, było wprowadzenie w 1831 r. restrykcyjnych ceł na granicy między Królestwem Polskim a Cesarstwem Rosyjskim. W odpowiedzi część przedsiębiorców z centralnych ziem polskich zdecydowała się przenieść swoje fabryki i zakłady do Białegostoku i okolic. W ciągu kolejnych sześciu lat produkcja włókiennicza w mieście wzrosła ponad sześciokrotnie. Bardzo szybko swoją siłę, dynamikę i elastyczność ujawnił kapitał żydowski. W 1868 r. już prawie co druga miejscowa tkalnia należała do przedsiębiorcy żydowskiego [21]. Zawrotną karierę w branży włókienniczej zrobiła m. in. rezolutna Żydówka - Małka Rejzla Błochowa, która skutecznie wyręczała swego męża filantropa z obowiązków zarządzania fabryką sukna. "Manchester Północy" wabił imigrantów, wszelakiej maści ryzykantów oraz poważnych i statecznych przemysłowców, tworząc wokół siebie aurę ekonomicznego sukcesu na wzór "od pucybuta do milionera". Zadziałał on chyba najskuteczniej na wyznawców judaizmu, którzy w 1857 r. stanowili już 69% mieszkańców [22]. Zdarzały się jednak sytuacje odwrotne, kiedy to wyznawcy judaizmu opuszczali Białystok, decydując się na wyjazd za chlebem, najczęściej do Ameryki Północnej lub Południowej. Prekursorem ruchu emigracyjnego białostockich Żydów do Stanów Zjednoczonych był ekscentryczny wojażer Simcha Tzfas [23].

Druga połowa XIX wieku to nie tylko okres intensywnego rozwoju przemysłu włókienniczego w Białymstoku, ale też spektakularnych karier (np. rodu Tryllingów) i równie efektownych bankructw białostockich fabrykantów i patrycjuszy (taki los spotkał m. in. zakłady M. Błochowej). W halach fabrycznych i warsztatach zaczęły dochodzić do głosu pierwsze narodowościowe antagonizmy, stając się zarzewiem wzajemnych oskarżeń i kłótni. Eskalacja obopólnych uprzedzeń i podziałów miała miejsce w dniach 14-16 czerwca 1906 r., kiedy to chrześcijańscy białostoczanie dopuścili się bestialskiego mordu na swoich żydowskich sąsiadach. Nieoficjalne poparcie miejscowej elity, czynne wsparcie policji i zaangażowanie w morderczy proceder oddziałów wojskowych, nie są wystarczającymi argumentami dla usprawiedliwienia tej "czarnej plamy" w historii naszego miasta. W wyniku bratobójczych walk zginęło wtedy co najmniej 82 Żydów i 6 chrześcijan, a drugie tyle poniosło poważne obrażenia. Krakowski "Czas" napisał: "Ponurą ciemnię stosunków społecznych w państwie rosyjskim oświetliła złowroga łuna zbrodni białostockich" [24].

Opinia antysemickiego miasta, jaką zdobył sobie Białystok w 1906 roku, nie zatamowała jednak fali masowej imigracji wyznawców judaizmu (w 1897 r. na 66 032 mieszkańców, Żydów było 41 905, a w 1913 r. - 61 500, czyli prawie 70%) [25]. Napływali do miasta w większości wypędzeni na mocy carskich ukazów "litwacy", przeważnie z rejonu Brześcia i Wilna, a często z najdalszych krańców Rosji. W wyniku tej eksplozji demograficznej Białystok zasiedlali nierzadko wybitni przedstawiciele narodu żydowskiego. "Z Białegostoku pochodził Ludwik Zamenhof - twórca uniwersalnego języka esperanto - pisał Samuel Pisar, Maksym Litwinow - minister spraw zagranicznych Związku Radzieckiego, generał Yigal Yanin - światowej sławy archeolog, dowódca armii izraelskiej, dr Albert Sabin - wynalazca doustnej szczepionki polio oraz lord Fisher of Camden - prezydent rady deputowanych brytyjskich Żydów. Lista jest długa" [26]. Wspomnieć należy również o znakomitym historyku - Awromie Szmuelu Herszbergu, założycielu pierwszej organizacji syjonistycznej - Szmuelu Mohilewerze, czy też wielce szanowanym przez obywateli miasta - dr Józefie Chazanowiczu. Znaczna część przybyszów swojej życiowej szansy upatrywała w handlu i rzemiośle. Motywacje te miały wyraźnie ilościowy wydźwięk: prawie 90% osób zajmujących się pod koniec XIX w. handlem i 65% zatrudnionych w przemyśle stanowili Żydzi. Gwałtowny wzrost żydowskiej populacji skomplikował już i tak zagmatwane i zantagonizowane stosunki między narodowościami. Białostoczanie postrzegali przybyszów jako agresywnych, krzykliwych, wydzierających stanowiska pracy chrześcijanom, a tak zwana prasa narodowa pisała, że miasto nad Białą przestało być "oazą, świetlanym wzorcem na tle mrocznego żydowskiego osadnictwa" [27]. Zaczął się wówczas tworzyć bezzasadny i niesprawiedliwy stereotyp "bogatego Żyda". Jak pisał Tomasz Wiśniewski: "Do wyznawców mojżeszowych należały zarówno eleganckie domy i sklepy w centrum, domki i mieszkania przy pobliskich ulicach, jak nędzne klitki na Piaskach, Chanajkach, "Argentynie", w dzielnicach błota, nędzy i beznadziejności" [28].

Ludność polska z odrobiną zazdrości przypatrywała się mobilnej, przedsiębiorczej i skonsolidowanej społeczności żydowskiej. Uznanie budziło między innymi wewnętrzne zorganizowanie gminy żydowskiej i szeroko rozpropagowana i efektywna działalność filantropijna. Chlubną kartę w dziejach Białegostoku zapisało np. założone pod koniec XIX w. bractwo - stowarzyszenie Linas Hacedek (Dyżurny przy chorym) [29].

Na przełomie wieków ukształtował się i utrwalił w świadomości mieszkańców narodowościowy podział przestrzenny miasta. "Główne skupiska domów i placów żydowskich znajdowały się w rynku oraz praktycznie w całej centralnej części miasta, w szczególności zaś w kwartale pomiędzy ulicą Lipową a rzeką Białą, wzdłuż ul. Mikołajewskiej (Sienkiewicza) i Suraskiej" [30] - wspominał Tomasz Wiśniewski. "Ulica Lipowa wraz z rynkiem przedzielała dwa główne centra religijne. Pierwsze, starsze znajdowało się w południowej części ul. Suraskiej, w kwartale zwanym Shulhof (dzielnica wokół synagogi, szkoły). Tu też znajdowała się główna synagoga oraz najstarsza białostocka bożnica z 1711 r., a także liczne bożniczki prywatne, cechowe i chasydzkie. Ten sektor miasta opanowany był niemalże całkowicie przez żywioł ortodoksyjny. W poł. XIX w. ukształtowało się drugie centrum religijne wokół nowoczesnej synagogi zwanej "Chorszul", wzdłuż ul. Kupieckiej (Malmeda), Żydowskiej (Fornalskiej) i Giełdowej (Spółdzielczej)" [31].

O żydowskim charakterze Białegostoku i religijności jego żydowskich mieszkańców [32] świadczyła przede wszystkim liczba synagog. Według ustaleń T. Wiśniewskiego, w 1939 r. na terenie miasta funkcjonowało ok. 100 bożnic i domów modlitwy. Większość z tych obiektów była bardzo skromna w wyglądzie i nie wyróżniała się niczym szczególnym. Najbardziej okazała była wybudowana w latach 1909-1913 według projektu S. J. Rabinowicza - Wielka Synagoga. Łączny koszt tego przedsięwzięcia wyniósł 50 000 rubli, z czego 80% pochodziło z datków ludności (fundusze czerpano m. in. z opłat za koszerne mięso). Już z daleka obiekt rzucał się w oczy i musiał nierzadko budzić podziw. Z pewnością wielkie wrażenie na przechodniu robiła masywna kopuła o średnicy 10 metrów zakończona iglicą oraz mariaż dwóch architektonicznych stylów: neogotyckiego i neobizantyjskiego. Przez jakiś czas bożnica stała w stanie surowym, nieotynkowana, co zdawało się odzwierciedlać postać srogiego starotestamentowego Jahwe. Dopiero po jakimś czasie kilku bogatych kupców na własny koszt wykończyło obiekt. Starszą świątynią była bożnica chóralna z 1834 r., zwana Chorszul, przy ul. Żydowskiej. Inicjatorem jej budowy był Marek Zamenhof, ojciec Ludwika. Natomiast jej głównym mecenasem - zamożna rodzina Zabłudowskich, od której pochodziła druga nazwa - "Synagoga Zabłudowskich". Trzecim co do znaczenia żydowskim obiektem sakralnym była Bożnica Pułkowa przy ul. Nadrzecznej nad Białą, niedaleko dzisiejszej ul. Sienkiewicza. Nazwa ta utrwaliła się w okresie międzywojennym, kiedy modlili się w niej polscy żołnierze wyznania mojżeszowego. Bożnica przy ul. Nadrzecznej znana była także jako "Sewastopol Szpot", czyli obszar bez możliwości ucieczki (jak z twierdzy sewastopolskiej). Ta druga nazwa utarła się za sprawą notorycznego zalewania jej fundamentów przez cyklicznie wylewającą rzekę Białą [sic!] [33].

Okres I wojny światowej odczuli z całą bezwzględnością wszyscy mieszkańcy Białegostoku. Szybko jednak uaktywniły się różne chrześcijańskie i żydowskie towarzystwa społeczne i filantropijne, solidarnie niosąc pomoc wszystkim potrzebującym. Powstawały ochronki dla dzieci i bezdomnych dziewcząt, punkty noclegowe i stołówki. Obie narodowości współpracowały ze sobą nie tylko na płaszczyźnie charytatywnej. Po wyjściu z miasta Rosjan w 1915 r., z inicjatywy Związku Młodzieży Żydowskiej oraz Związku Młodzieży Polskiej, swoją działalność rozpoczęła biblioteka nazwana imieniem słynnego żydowskiego pisarza Szolema Alejchema. W swych zbiorach posiadała ona bogatą kolekcję judaików, a zbiór liczył ponad 10 tysięcy książek (głównie jednak w języku polskim) [34].

Czas okupacji Białegostoku to okres wzmożonej emigracji ludności żydowskiej i szybki spadek liczebności tej grupy mieszkańców. Nie dostrzegali tego wyraźnego trendu pozostali mieszkańcy. Powracający z frontu porucznik Leon Mitkiewicz Żółtek wspominał, że "publiczności cywilnej na ulicach widać mało, za to Żydzi panują tu wszechwładnie - pełno ich wszędzie" [35]. Demograficzną przewagę wśród mieszkańców miasta chciała wykorzystać część Żydów skupiona wokół gazety "Gołos Biełostoka", postulując utworzenie wolnego miasta Białystok. Przysłowiowej "oliwy do ognia" dodała decyzja z 10 maja 1919 r. o utworzeniu tzw. "Wielkiego Białegostoku". Na mocy tego rozporządzenia obszar miasta powiększono poprzez przyłączenie okolicznych wiosek i letnisk, zamieszkałych w przeważającej większości przez Polaków. Zmiany te spotkały się z "histeryczną" postawą niektórych środowisk żydowskich, które zdecydowały się na bojkot wrześniowych wyborów do Rady Miejskiej. Żadnego rezultatu nie przyniosły apele publikowane na łamach drugiego żydowskiego dziennika "Los Naje Łebn", w których zachęcano do udziału w wyborach. W efekcie w Radzie nie znalazł miejsca ani jeden przedstawiciel wyznawców mojżeszowych, których w 1921 r. było w Białymstoku ponad 50%. Marnym pocieszeniem mógł być jedynie mandat poselski kupca białostockiego Farbsteina Szyja Herszela, działacza syjonistycznej partii Mizrachi [36].

Okres powojennej stabilizacji w Białymstoku nie trwał długo. W dniu 28 lipca 1920 r. do miasta wkroczyły oddziały Armii Czerwonej, niosąc komunistyczne "apostolstwo", które obwieszczali mieszkańcom m. in. z pałacowego balkonu. "Władza ludowa" nie zdążyła się jeszcze na dobre zadomowić, gdy zmuszona została, po przegranej Bitwie Warszawskiej, do ucieczki. Zanim jednak Rosjanie opuścili Białystok dopuścili się bestialskiego mordu na 16 białostoczanach. "Los sprawił, że byli to obywatele różnych stanów, wyznań i narodowości" [37] - pisał prof. A. Dobroński. Wśród 16 ofiar było 10 katolików, 4 Żydów, 1 prawosławny i 1 ewangelik [38].

W latach międzywojennych odsetek wyznawców religii mojżeszowej w Białymstoku zaczął się stopniowo zmniejszać, spadając w 1936 r. do 43% populacji. Na tę tendencję składało się wiele różnych czynników. Część wyznawców judaizmu (ta mniej ortodoksyjna) ulegała stopniowo procesom polonizacyjnym, inni emigrowali w poszukiwaniu lepszego życia do USA, Argentyny, Kanady i Brazylii lub, wiedzeni przez idee syjonistyczne, do Izraela. Coraz gorsza sytuacja w przemyśle włókienniczym, częste dekoniunktury i recesje, przyspieszyły dezintegrację społeczności żydowskiej. Wbrew rozpowszechnionemu stereotypowi kolektywnej i hermetycznej wspólnoty [39], środowisko żydowskie było zantagonizowane, podzielone światopoglądowo i politycznie rozbite. Ton polityce Żydów białostockich nadawały wewnętrznie zróżnicowane, posiadające odmienne cele statutowe ugrupowania konserwatywne, syjonistyczne oraz robotniczy Bund. Misją partii ortodoksyjnych było utrzymanie religijnej i narodowej tożsamości wyznawców judaizmu, zaś syjoniści za swój nadrzędny cel stawiali restytucję państwa izraelskiego na terenie Palestyny. Ich poglądy różniły się skrajnie od stanowiska Ogólnego Żydowskiego Związku Robotniczego w Polsce (Bund), który oficjalnie głosił, że Polska jest ojczyzną polskich Żydów [40]. Znamienne wydają się słowa działacza tej partii Lwa Hersza na jednym z wieców: "OZN i endecja do spółki z syjonistami ogłosili nas obcych. Ale my oświadczamy, że stąd nie ruszymy, że tu gdzie urodziliśmy się, pracowaliśmy, żyli i walczyli, będziemy walczyli z polskim światem pracy o lepsze jutro" [41]. Walka polityczna nierzadko toczona była wewnątrz poróżnionej wewnętrznie społeczności, przybierając ekstremalne formy. Przykładowo podczas wiecu syjonistów odbywającego się 12 grudnia 1934 r. w sali Teatru Palace doszło do zamieszek wznieconych przez zwolenników Z. Żabotyńskiego, którzy "kilkakrotnie zakłócali spokój przez wznoszenie wrogich okrzyków, puszczanie cuchnących gazów i rozdeptywanie zgniłych jaj (...). Pozatem wywiązała się tam bójka, w czasie której syjoniści ogólni usunęli siłą z sali opozycjonistów" [42].

Również stosunki między społecznościami chrześcijańską i żydowską nie należały do najlepszych. Oponenci przedstawiali siebie nawzajem jako "radykalnych ideologów", z jednej strony jako zatwardziałych endeków, z drugiej jako żydokomunę. W rzeczywistości, poza nieliczną spolonizowaną warstwą żydowskiej inteligencji, miejscowa ludność żydowska zachowała swą odrębność kulturową i nie angażowała się w działalność polskich organizacji społecznych i politycznych, rozwijając własne. Konflikty wynikały jednak przede wszystkim z przyczyn gospodarczych, rzadziej kulturowych i politycznych. Stosunki między obiema grupami pogorszyły się po śmierci Józefa Piłsudskiego, który znany był ze swej sympatii dla społeczności żydowskiej [43], a radykalizacji nastrojów po cichu sprzyjała polityka państwa (bojkotowano handel żydowski, wprowadzono restrykcyjne ustawy - m. in. w 1938 r. zniesiono ubój rytualny w gminach żydowskich). Chociaż wątpliwy wydaje się fakt zaistnienia w świadomości Żydów przywiązania do polskiej państwowości, nie można im jednak odmówić bezgranicznego patriotyzmu lokalnego, o czym najlepiej świadczą wspomnienia Aleksandra Dreslera: "A publiczka białostocka należała do patriotycznych. Pamiętam, jak występował reprezentant Polski Rotholz, bokser światowej sławy. Żydzi białostoccy rozgrzani walką Stasia Góreckiego z tą bokserską sławą wrzeszczeli: Bij Żyda! Bij!" [44].

Słabo zaangażowana we współpracę z pozostałymi mieszkańcami Białegostoku ludność żydowska, aktywnie uczestniczyła w życiu społeczno-kulturalnym swojej gminy wyznaniowej. Jak przysłowiowe "grzyby po deszczu" powstawały żydowskie szkoły [45], towarzystwa i organizacje filantropijne, kina ("Apollo" i "Modern"), a nawet kluby sportowe (był taki okres, że w mieście funkcjonowało 6 klubów żydowskich, w tym największe Żydowski Klub Sportowy, Makabi czy Morgensztern).

W białostockich kinach pokazywano filmy żydowskie, nierzadko w języku jidysz. Nota bene Polska w latach 30-tych była jedynym krajem na świecie, w którym nagrywano filmy z dialogami w tym języku. Jeśli repertuar kinowy nie był zbyt zachęcający, przedstawiciele największej białostockiej mniejszości mogli wybrać się na spektakl żydowskiego teatru "Gilarino" (Śpiew i śmiech). W Teatrze Palace grano sztuki w jidysz, a nawet... hebrajskim. To w Białymstoku pierwsze kroki stawiała Habima. Mniej wybredna żydowska publiczność poszukiwała wrażeń na białostockich stadionach, chociaż nie zawsze należały one do przyjemnych. Na długo miejscowi kibice zapamiętali dzień 27 lipca 1924, kiedy to na boisku Żydowskiego Klubu Sportowego (ŻKS) zjednoczone drużyny Wojskowego Klubu Sportowego i ŻKS przegrały z wiedeńskim Hakoah... zero do trzynastu.

Współpraca chrześcijańsko-żydowska była możliwa i poza boiskiem. Polscy czytelnicy korzystali np. z bogato zaopatrzonych zbiorów żydowskich bibliotek. Byli też białostoczanie zapraszani na różnego rodzaju imprezy kulturalno-oświatowe organizowane przez środowisko żydowskie. Korzystali z usług i bezinteresownej pomocy żydowskich towarzystw dobroczynnych i Szpitala Żydowskiego [46]. Kooperacja ponad podziałami etnicznymi i kulturowymi występowała również w osobliwym białostockim światku przestępczym (np. obrabowanie kupca Jakuba Lipszyca było dziełem dwóch znanych białostockich przestępców - Icchaka Chutoriańskiego i Czesława Krasowskiego). Na Chanajkach znajdowały się "mieszkania pań lekkich obyczajów, jak też całe potajemne domy publiczne [47]", a do najsłynniejszych należał (co prawda leżący w śródmieściu) przybytek Luby Zylberminc. Natomiast literacką karierą zrobił w międzywojniu, urodzony w Wiźnie, żydowski recydywista Urke Nachalnik [48].

Z dniem 1 września 1939 r. rozpoczęła się gehenna narodu żydowskiego, nazywana przez historiografię Holocaustem lub Szoah. Podczas pierwszej okupacji niemieckiej Białegostoku śmierć poniosło kilkunastu mieszkańców żydowskiego pochodzenia, ale było to jedynie tragiczne preludium do tego, co miało się wydarzyć wkrótce. Dnia 27 czerwca 1941 r. wojska niemieckie, zmierzające na podbój ZSRR, wkroczyły do Białegostoku. Już w pierwszym dniu nowej okupacji oddziały 309 batalionu spędziły co najmniej 700 Żydów (dokładna liczba nie jest znana) do Wielkiej Synagogi, a następnie podpaliły świątynię. Dantejskie sceny miały miejsce na Pietraszach, gdzie prze kolejne dni funkcjonariusze Einsatzkommando wymordowali kilka tysięcy osób, wśród nich - wyznawców mojżeszowych. 1 sierpnia 1941 r. pozostałych Żydów (ok. 60 tys. osób) zaczęto przesiedlać do getta i wkrótce poddano planowej, bestialskiej eksterminacji. W dniach 15-16 sierpnia 1943 r. Niemcy rozpoczęli ostateczną likwidację białostockiego getta, napotykając jednak na bohaterską obronę. Opór nie mógł jednak trwać długo, ponieważ powstańcy dysponowali zaledwie 25 karabinami i 100 pistoletami. Ostatni punkt obrony padł 20 sierpnia. Kilkadziesiąt tysięcy białostockich Żydów zostało wywiezionych do obozów zagłady i obozów pracy [49]. "Tak z woli zbrodniarzy niemieckich skończyła się historia żydowskiej społeczności miasta Białegostoku (...) [50] - pisał A. Dobroński. "Niegdyś znany jako miasto ze złotym sercem, dziś jest Białystok nieco więcej niż cmentarzem bez grobów [51]" - napisał Samuel Pisar.

Faktycznie Białystok po wyzwoleniu przedstawiał wstrząsający widok. "Śródmieście Białegostoku leży w gruzach" [52] - pisał na łamach "Rzeczpospolitej" Anatol Potemkowski. "Mijam parę ulic. Wszędzie to samo: powypalane, szczerniałe mury, pył skruszonej cegły (...). Furor teutonicus - ślepy w nienawiści do wszystkiego co żyje - przeszedł potwornym nonsensem zniszczenia i przez to miasto (...). Wszędzie gruzy (...) można by sądzić, że to Warszawa" [53]. Białystok poniósł nie tylko olbrzymie straty materialne. Wojna spowodowała ogromne straty ludnościowe. W Białymstoku, liczącym w 1939 r. 107 tys. mieszkańców, zamieszkiwało w 1946 r. jedynie 56 tys. osób. Straty ludnościowe wyniosły ponad 50 tys. osób (w przeważającej większości była to ludność żydowska), a biorąc pod uwagę fakt, że emigracja z miasta nie odgrywała znaczącej roli, ubytek ten prawie w całości należy przypisać wojnie [54]. "Wydawało się, wspominał Józef Maharski - że w Białymstoku życie szybko nie powróci" [55].

Jedynie niewielka, cudem ocalona z wojennej pożogi, grupa białostockich Żydów zdecydowała się na powrót do rodzinnego miasta (w 1948 r. gmina żydowska w Białymstoku liczyła łącznie 520 wyznawców) [56]. Jednak próby otrząśnięcia się z powojennej traumy i rozpoczęcia życia na nowo skutecznie uniemożliwiały ludności żydowskiej zarówno polskie władze, jak i chrześcijańska większość. Zazwyczaj bywało tak, że ci, którzy przeżyli nie mieli do kogo, ani do czego wracać. Często na tle dawnych narodowościowo-wyznaniowych animozji i uprzedzeń dochodziło do grabieży ocalałego z zawieruchy wojennej dobytku. "Tuż po zakończeniu wojny sąsiedzi dowiedzieli się o moim ocaleniu i... - wspomina Don Morejn- bez skrupułów splądrowali wszystkie budynki i sprzęty. Gdy wróciłem w 1945 r., niczego nie zastałem" [57]. Jeszcze większe problemy z odzyskaniem swego mienia spotykały rodziny, których majątki zostały znacjonalizowane przez komunistyczną władzę. Przedmiotem zaciętych sporów stała się między innymi sprawa zburzonej w czasie wojny fabryki włókienniczej H. S. Cytrona w Supraślu. Nieprzejednane stanowisko wobec roszczeń prawowitych właścicieli zajmowała klasa robotnicza, organizując wiece protestacyjne i wydając zaciekłe rezolucje. "Toteż dziś jesteśmy zaskoczeni decyzją zwrotu fabryk prywatnym właścicielom. My chcemy zapytać tych właścicieli, gdzie oni byli, gdy fabryki ich stanowiły kupy gruzów i potrzebowały olbrzymich wkładów pracy i kapitałów, czy oczekiwali w ukryciu, aż ręce robotnika odbudują fabryki." - brzmiało pozbawione elementarnej refleksji zapytanie polskich robotników [58]. Auschwitz-Birkenau, Stutthof, Dachau, Bełżec, Buchenwald... to były właśnie miejsca, z których przybywali uwłaszczeni Żydzi...

Pomimo tych wszystkich przeciwności, nieliczna diaspora białostocka zaczęła się organizować na nowo. Priorytetowym obowiązkiem Ocalonych była pamięć o wszystkich poległych rodakach. Dnia 16 sierpnia 1945 roku, w drugą rocznicę zagłady, na cmentarzu na ul. Żabiej stanął kamienny obelisk z napisem: "Pamięci 60 000 żydowskich Braci getta białostockiego zamordowanych przez Niemców - poświęca resztka pozostałych przy życiu Żydów. Naród Izraela żyje" [59]. Rok później społeczność żydowska odsłoniła kolejny obelisk, poświęcony czci bojowników, którzy zginęli podczas powstania w białostockim getcie. Natomiast w 1948 r. na cmentarzu stanęło okazałe mauzoleum upamiętniające walecznych partyzantów żydowskich. Wskrzeszone zostało ponownie życie religijne i kulturalne gminy żydowskiej. Synagoga Cytronów ("Cytron Bejt Midrasz") stała się główną bożnicą i miejscem modlitw białostockich Żydów, a w dawnym "Piaskower Bejt Midrasz" mieściła się od 1948 r. siedziba Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów.

W latach 60-tych, na fali gomułkowskiej nagonki, w Białymstoku po raz kolejny rozplenił się antysemityzm. Cmentarz gettowy zaczął być dewastowany przez miejscową ludność, a w roku 1971 r. podjęto haniebną decyzję o jego likwidacji. Ekshumowano wówczas szczątki 3 500 poległych Żydów i pochowano je w zbiorowej mogile na obrzeżu skweru pomiędzy ul. Żabią i Proletariacką. Zniszczono również mauzoleum i obelisk z 1945 roku [60]. Oprócz tego w ogólnopolskich mediach szkalowano mniejszość żydowską, masowo zwalniano z pracy osoby żydowskiego pochodzenia, co w konsekwencji przyczyniło się do tego, że w latach 1967-72 opuściło nasz kraj ponad 30 tysięcy wyznawców judaizmu. Ostatnią falę żydowskiego uchodźstwa z Polski zasiliła również białostocka diaspora. Z biegiem czasu coraz mniej białostoczan pamiętało o swoich dawnych żydowskich sąsiadach.

Dopiero rok 1989 przyniósł kres historycznej amnezji mieszkańców Białegostoku. Dzięki inicjatywie i aktywności miejscowych społeczników oraz wsparciu środowisk skupiających białostockich Żydów, zaczęto przywracać pamięć o żydowskiej przeszłości miasta. W 1993 r., w 50. rocznicę zagłady getta, uporządkowano skwer przy ul. Żabiej i odrestaurowano pomnik poległych bojowników. A dwa lata później białostoccy Żydzi z całego świata i władze miasta ufundowały pomnik na miejscu zniszczonej Wielkiej Synagogi. Poległych białostockich wyznawców judaizmu upamiętnia replika zniszczonej kopuły świątyni i tablica pamiątkowa, na której widnieje wymowny napis: "Święty nasz wspaniały przybytek stał się pastwą ognia, 27 czerwca 1941 r. 2000 Żydów niemieccy mordercy spalili w nim żywcem".


Bibliografia:

Archiwum Państwowe w Białymstoku:

Zespół:

  1. Urząd Wojewódzki w Białymstoku: sygn. 77, 101.
  2. Teki Glinki: sygn. 107, 117, 195.

Prasa:

  1. "Białostocczyzna" (1986-1999)
  2. "Jedność Narodowa" (1946)
  3. "Rzeczpospolita" (1945)

Opracowania:

  1. Białostoccy Żydzi (1993), pod red. Adama Dobrońskiego, Białystok, t. I.
  2. Białostoccy Żydzi (2000), pod red. Adama Dobrońskiego, Białystok, t. III.
  3. Białystok ilustrowany. Zeszyt pamiątkowy (1921), pod red. Antoniego Lubkiewicza, Białystok.
  4. Adam Dobroński (2001), Białystok - historia miasta, Białystok.
  5. Adam Dobroński, Jolanta Szczygieł-Rogowska (2007), Białystok. Lata 20-te, lata 30-te, Białystok.
  6. Andrzej Lechowski (2006), Białystok. Przewodnik Historyczny, Białystok.
  7. Anatol Leszczyński (1980), Żydzi Ziemi Bielskiej od połowy XVII w. do 1795 r., Wrocław.
  8. Samuel Pisar (1992), Z krwi i nadziei, Białystok.
  9. Rocznik statystyczny 1947 (1947), Warszawa.
  10. The Bialystoker Memorial Book (1982), New York.
  11. (1985), w: Studia i materiały do dziejów Białegostoku, Białystok t. IV.
  12. Tomasz Wiśniewski (1992), Bóżnice Białostocczyzny, Białystok.
  13. Tomasz Wiśniewski (1989), Cmentarze Żydowskie w Białymstoku, w: Studia Podlaskie, t. II.
  14. Tomasz Wasilewski (1985), Kształtowanie się białostockiego ośrodka miejskiego w XVII-XVIII wieku, w: Studia i materiały do dziejów Białegostoku, Białystok, t. IV.
  15. Tomasz Wiśniewski (1987), Ludwik Zamenhof, Białystok.

Publikacje internetowe:

  1. Wojciech Chmielewski, Gangster from Krochmalna Street, www.wizna.com/urke1.htm, stan z dnia 05.08.2007.
  2. Historia Żydów w Białymstoku, a.maszkowska.webpark.pl/historia.html, stan z dnia 14.08.2007.

Przypisy:

[1] Tomasz Wiśniewski (1986), Ważniejsze białostockie synagogi, "Białostocczyzna", nr 4, s. 8.

[2] Adam Dobroński (2001), Białystok - historia miasta, Białystok, s. 14. Także: Tomasz Wiśniewski (1992), Bóżnice Białostocczyzny, Białystok, s. 135.

[3] Tomasz Wasilewski (1985), Kształtowanie się białostockiego ośrodka miejskiego w XVII - XVIII wieku, w: Studia i materiały do dziejów Białegostoku, Białystok, t. IV, s. 37.

[4] Adam Dobroński, Białystok..., s. 135.

[5] Tomasz Wiśniewski, Ważniejsze..., s. 8; Tenże, Bóżnice..., s. 135.

[6] Jan Glinka sądził, że cmentarz mógł powstać jeszcze przed 1580 r. Natomiast S. Herzsberg uważał, że był to stary cmentarz katolicki. Prawdopodobnie obaj autorzy mięli rację, obie nekropolie znajdowały się w niedalekim od siebie sąsiedztwie. Szerzej: Tomasz Wiśniewski (1989), Cmentarze Żydowskie w Białymstoku, w: "Studia Podlaskie", t. II, s. 381.

[7] APB, Teki Jana Glinki, sygn. 107. Także: Alina Sztachelska-Kokoczka (1996), Społeczność żydowska w Białymstoku w XVIII, "Białostoczyzna", nr 2, s. 22.

[8] Cyt za: Alina Sztachelska-Kokoczka, Społeczność żydowska..., s. 20.

[9] APB, Teki Jana Glinki, sygn. 117.

[10] Alina Sztachelska-Kokoczka (1991), Bramy miejskie Białegostoku w XVIII w., "Białostocczyzna", nr 2, s. 8.

[11] W mieście było wówczas 6 rzeźników (w tym 5 żydowskich), 5 żydowskich piekarzy i 37 krawców (w tym jedynie 5 chrześcijańskich). Na 42 browary istniejące w Białymstoku, 39 należało do Żydów. Przetwórstwem alkoholowym zajmowało się również 11 żydowskich winników. Wielką estymą wśród mieszkańców cieszyły się karczmy "pod znakiem Łabędzia" (przy ul. Choroskiej należąca do Samuela Josiefowicza Głuszki) oraz "pod znakiem Jelenia" (należąca do Szymokowicza, jego żony Taby i wspólnika Jankiela). Zob. APB, Teki Jana Glinki, sygn. 111.

[12] Anatol Leszczyński (1980), Żydzi Ziemi Bielskiej od połowy XVII w. do 1795 r., Wrocław, s. 101, 104.

[13] APB, Teki Jana Glinki, sygn. 107.

[14] Bezpośrednio przy wieży ratuszowej istniało 10 kramów, w czterech pawilonach sprzężonych "alkierzach" zlokalizowanych było 16, a kolejnych 20 znajdowało się w czterech pawilonach luźno stojących wokół ratusza. Zob. APB, Teki Jana Glinki, sygn. 107; Alina Sztachelska-Kokoczka (1990), "Kwadrat Rynku" jako centrum handlowe Białegostoku w XVIII w., "Białostocczyzna, nr 3, s. 1.

[15] Patrz przypis 13.

[16] Adam Dobroński, Białystok..., s. 50.

[17] Cyt za: Adam Dobroński, Białystok..., s. 37.

[18] Zygmunt Gloger (1885), Gryfici Braniccy jako opiekunowie Żydów, "Kłosy", nr 1085. Zob. APB, Teki Jana Glinki, sygn. 195.

[19] Tomasz Wiśniewski, Ważniejsze białostockie..., s. 9.

[20] Adam Dobroński, Białystok..., s. 64.

[21] Tamże, s. 73-75.

[22] Tamże, s. 75.

[23] Ten pierwszy białostocki Żyd stanął na amerykańskiej ziemi w 1842 r. Na początku zarabiał na życie pracując m.in. przy rozładunku okrętów. Kiedy w 1848 r. wybuchła gorączka złota w Kalifornii, Simcha, jako jeden z pierwszych wyruszył na poszukiwanie złotego kruszcu. Wędrował na zachód piechotą, czasem konno, po drodze walcząc z Indianami i bandytami. Dwukrotnie był ranny. Po dwóch latach bezskutecznych poszukiwań złota zdecydował się na powrót do Białegostoku, skąd po krótkim pobycie wyruszył do Palestyny. Następnie ponownie udał się do Ameryki, gdzie służył w amerykańskiej armii, a następnie został farmerem w Minnesocie. Lata 60-te to okres jego podróży między Białymstokiem, Palestyną i Ameryką. Zwykle obywało się bez zakupu biletu. Płynąc do Stanów Zjednoczonych w 1865 r. Simcha zaprzyjaźnił się z Jakubem Schaffem, który wkrótce stał się bogatym bankierem i filantropem. W uznaniu dla jego szczególnych zalet zaczął mu przekazywać comiesięczny zasiłek. W późniejszym okresie stał się postacią legendarną, cieszącą się wielką estymą w środowisku żydowskim. Krążyło też wiele anegdot na jego temat, jak np. ta: kiedy pewnego razu udał się do organizacji Somach Noflin i zażądał kupienia mu nowego buta, na natychmiastowe pytanie dlaczego chce tylko jednen odpowiedział, że inna organizacja Bialystoker Brotherly Love Association zaoferowała już zakup drugiego. Tak też doszło do kupna obuwia dla ekscentrycznego podróżnika. Simcha nigdy nie chorował i zachował pełnię władz umysłowych i fizycznych aż do swej śmieci w 1917 r.. Dożył sędziwego wieku 103 lat. Zob. David Sohn (1982), The first Bialystoker In America, w: The Bialystoker Memorial Book, New York, s. 165-167.

[24] Adam Dobroński (1991), Pogrom białostocki 1906 r. w świetle prasy polskiej "Białostocczyzna", nr 4, s. 15.

[25] Tomasz Wiśniewski, Bóżnice..., s. 135.

[26] Samuel Pisar (1992), Z krwi i nadziei, Białystok, s. 26-27.

[27] Adam Dobroński, Białystok..., s. 92.

[28] Tomasz Wiśniewski (1987), Ludwik Zamenhof, Białystok, s. 9.

[29] Szerzej: Tomasz Wiśniewski (1998), Bractwo Dobroczynne Linas Hacedek w Białymstoku w latach 1885-1939 r., "Białostocczyzna", nr 4, s. 14-20.

[30] Tomasz Wiśniewski, Bóżnice..., s. 136

[31] Tamże.

[32] Nie odniosła większych sukcesów w Białymstoku "Misja Barbikańska", która miała na celu asymilować Żydów poprzez przyjmowanie ich do kościoła anglikańskiego. W przedwojennej Polsce istniały jedynie dwa takie ośrodki - w Białymstoku i w Równem. Zob. Andrzej Lechowski (2006), Wokół Lipowej i Rynku, w: Białystok. Przewodnik Historyczny, Białystok, s. 24-25.

[33] Tomasz Wiśniewski, Ważniejsze białostockie..., s. 10; Tenże, Bóżnice..., s. 137-138.

[34] Białystok ilustrowany. Zeszyt pamiątkowy (1921), pod red. Antoniego Lubkiewicza, Białystok, s. 32.

[35] Ewa Pankiewicz (1994), Białystok w zaraniu niepodległości, "Białostocczyzna", nr 3, s. 16.

[36] Tamże, s. 19 - 21; Adam Dobroński, Białystok..., s. 120.

[37] Adam Dobroński, Białystok..., s. 130.

[38] Tamże, s. 132.

[39] Szerzej: Wojciech Śleszyński (1998), Wizerunek Żyda w pamięci najstarszych mieszkańców Białostocczyzny. Ankieta "Żydzi w przedwojennej Polsce", "Białostocczyzna", nr 4, s. 75.

[40] Henryk Majecki (1993), Orientacje polityczne ludności żydowskiej Białegostoku w okresie międzywojennym, "Białostocczyzna", nr 2, s. 43-51.

[41] APB, UWB, Sprawozdanie sytuacyjne z zakresu spraw społeczno - politycznych i narodowościowych za miesiąc IX.1938 r., sygn. 101.

[42] APB, UWB, Sprawozdanie sytuacyjne z zakresu spraw społeczno - politycznych i narodowościowych za miesiąc VII.1934 r., sygn. 77.

[43] W sierpniu 1921 r. serwisy prasowe obiegło zdjęcie, na którym Naczelnik Państwa skłania się przed białostockim rabinem Gedalim Rozenmanem, który unosi nad nim dłonie w geście błogosławieństwa. Wydarzenie miało miejsce w trakcie ceremonii zorganizowanej na Rynku Kościuszki na cześć Marszałka. Zob. Andrzej Lechowski, Ulica Lipowa..., s. 35.

[44] Adam Dobroński, Jolanta Szczygieł-Rogowska (2007), Białystok. Lata 20-te, lata 30-te, Białystok, s. 53.

[45] W latach 1919-1939 młodzież żydowska Białegostoku poza szkołami państwowymi pobierała jeszcze nauki w Białymstoku: w pięciu gimnazjach żydowskich z prawami państwowymi i w trzech prywatnych, w Żydowskiej Szkole Rzemieślniczej, założonej przez żydowskie Towarzystwo Pracy Zawodowej i Rolnej "Ort", Szkole Przemysłowej Żeńskiej oraz w 3-klasowej Szkole Handlowej Towarzystwa Rozpowszechniania Oświaty wśród Żydów. Zob. Witold Jemielity (1994), Szkoły żydowskie, średnie i zawodowe w Białymstoku w latach 1919-1939, "Białostocczyzna", nr 3, s. 49 i n.

[46] Adam Dobroński, Jolanta Szczygieł - Rogowska, dz. cyt., s. 12 i n.

[47] Włodzimierz Jarmolik (1992), Świat przestępczy Białegostoku, "Białostocczyzna", nr 4, s. 36.

[48] Wojciech Chmielewski, Gangster from Krochmalna Street, , (stan z dnia 05.08.2007).

[49] Waldemar Monkiewicz (1998), Z dziejów białostockiego getta, "Białostocczyzna", nr 4, s. 24-27.

[50] Adam Dobroński, Białystok..., s. 171.

[51] Samuel Pisar, dz. cyt., s. 27.

[52] Anatol Potemkowski (1945), Jadę na wschód, "Rzeczpospolita", nr 211, s. 5.

[53] Tamże.

[54] Rocznik statystyczny 1947 (1947), Warszawa, s. 33. Także: Wyniki spisu ludności (29-30.III.1946 r.), "Jedność Narodowa", nr 38 (129).

[55] Białostoccy Żydzi (2000), pod red. Adama Dobrońskiego, Białystok, t. III, s. 154.

[56] Historia Żydów w Białymstoku, http://a.maszkowska.webpark.pl/historia.html, (stan z dnia 14.08.2007).

[57] Białostoccy Żydzi (1993), pod red. Adama Dobrońskiego, Białystok, t. I, s. 129.

[58] Tamże.

[59] Andrzej Lechowski, Wokół Lipowej..., s. 12.

[60] Tamże, s. 14.

ˆpowrót

Katarzyna Sztop-Rutkowska
Instytut Socjologii UwB

Artykuł publikowany był w pracy zbiorowej pt. "Białystok - miasto przyjazne? Mniejszości narodowe i wyznaniowe w dziejach ziemi podlaskiej" pod red. prof. Haliny Parafianowicz, wydanej w Białymstoku w 2004 przez Instytut Historii UwB. Na naszych stronach prezentujemy go za zgodą autorki.

2. Dyskurs międzyetniczny w międzywojennej prasie białostockiej
(na przykładzie stosunków polsko-żydowskich)
[1]

W niniejszym artykule prezentowane są wstępne wyniki badań nad stosunkami etnicznymi w wymiarze dyskursywnym tj. prezentowanych w tekstach na temat grupy mniejszościowej (Żydów) i dominującej (Polaków) oraz dotyczących relacji pomiędzy nimi. Źródłem tych tekstów jest prasa wydawana w Białymstoku w okresie międzywojennym. Badania te przeprowadziłam używając narzędzi i sposobu myślenia charakterystycznego dla nurtu badań zwanych analizą dyskursu. Należałoby więc zacząć od wyjaśnienia na czym polega specyfika tego podejścia i czym jest dyskurs.

I. Analiza dyskursu.
Pomimo tego, że dane, które zostały poddane analizie są historyczne, nie jest to analiza wyłącznie historyczna. Analiza dyskursu jest bowiem nurtem interdyscyplinarnym we współczesnej humanistyce, który rozwija się od początku lat 70., głównie w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Źródła teoretyczne tego nurtu są bardzo rozległe: od różnych odmian lingwistyki poststrukturalnej, poprzez teorie socjologiczne takie jak interakcjonizm, do koncepcji filozoficznych podkreślających, że użycie języka to również pewna forma działania społecznego (np. John L. Austin).

Dla potrzeb moich badań zdefiniowałam dyskurs jako społecznie tworzona struktura znaczeń, reprezentacji, wyobrażeń i sposobów narracji (strategii dyskursywnych) w ramach określonego tematu. Mówiąc jeszcze prościej: dyskurs jest społecznie tworzonym sposobem mówienia o określonym temacie. Dyskurs spełnia bardzo istotną rolę w kształtowaniu się stosunków etnicznych, gdyż to w nim odbywa się określanie  pozycji członków grup obcych (out-group) i grupy własnej (in-group), co w przypadku istniejącego systemu nierówności, prowadzi do reprodukcji stosunków dominacji i podporządkowania. Ze strony mniejszości lub grup sprzeciwiających się temu systemowi dyskurs przybiera często formę kontr-dyskursu, w którym wyraża się  protest i opór wobec tych nierówności.

Istnieje wiele nurtów w badaniach nad dyskursem. Zazwyczaj zwracają one uwagę na odmienne aspekty funkcjonowania dyskursu w społeczeństwie. W moim podejściu do dyskursywnej formy stosunków etnicznych korzystałam przede wszystkim z następujących koncepcji związanych z analizami dyskursu: 

  1. Koncepcja dyskursu Michele'a Foucault[2], która opiera się m.in. na założeniu, ze każdy dyskurs jest równocześnie systemem władzy, oznacza bowiem narzucenie pewnej liczbie osób jakieś definicji prawdy i fałszu, normalności i nienormalności, dobra i zła[3].
  2. Krytyczna analiza dyskursu (Critical Discourse Analysis)[4], która w dużym stopniu bazuje na koncepcjach M. Foucault i wypracowała narzędzia do badań dyskursu. W badaniach dyskursu w mediach, nurt krytycznych analiz jest dominującym już od lat 80. i stał się standardem w europejskich badaniach dyskursu.
  3. Społeczno-poznawcza analiza dyskursu (social-cognitive discourse analysis)[5]. W podejściu tym akcentuje się wiedzę tj. wyobrażenia na temat grupy własnej, obcych, normy, wartości itp. (in. schematy mentalne, poznawcze, społeczne reprezentacje) jako pośrednika pomiędzy dyskursem a rzeczywistością społeczną (tzw. kontekstem dyskursu).

Przy analizie poszczególnych przekazów prasowych posługiwałam się schematem G. Gerbnera, zwanym Message System Analysis (1985) (tabela 1). Schemat G. Gerbnera posłużył do zbadania następujących wymiarów tekstów jak: występowanie tematów, hierarchia ważności poruszanych tematów, związana z nimi ich ocena oraz zastosowanie strategii dyskursywnych.

Analiza pierwszego wymienionego wymiaru tekstu jest bardzo istotna. Wyniki badań nad wpływem mediów na zachowania odbiorców wskazują bowiem, że środki masowej komunikacji najbardziej wpływają na uznanie przez opinię publiczną za ważne tych tematów, które są poruszane przez media. Wpływają więc one nie tyle na to co myślimy, ale o czym myślimy. Im częściej więc o jakimś zjawisku pisze np. prasa tym ważniejszym wydaje się ono opinii publicznej[6]. Przy analizie hierarchii ważności przypisywanej określonej tematyce zwróciłam uwagę na procesy sepizacji i kontrsepizacji. Pojęcia te pochodzą od angielskiego skrótu SEP (somebody else's problem) i są rozumiane w polskich badaniach jako "sprawa, którą uważamy za cudzy problem, problem kogoś innego. To sprawa przemilczana, bądź taka, dla której nazwania nie posiadamy kategorii językowych. Może to być również sprawa omawiana (...) lecz w taki sposób, że uznaje się ją za nieważną z własnego punktu widzenia"[7]. Procedury sepizacji dotyczą więc unieważniania tematów dyskursu, a kontrsepizacyjne polegają na uprawomocnianiu, nagłaśnianiu i czynieniu przedmiotem zainteresowania tego co inni uznali za nieistotne. Trzeci wymiar oceny zjawisk jest związany z analizą stylów wypowiedzi tj. używanych leksykalnych środków stylistycznych. Zróżnicowanie stylu widać bardzo dobrze w porównawczych analizach tekstów na ten sam temat, ale przekazywanych np. w zróżnicowanej politycznie prasie (np. różnica w użyciu określeń "terrorysta" i "bojownik"). Te same wydarzenia mogą być przedstawiane zupełnie inaczej, choć z podobną częstotliwością i ważnością. Zwrócono również uwagę na zastosowanie  strategii dyskursywnych. T. van Dijk, analizując główne podstawowe strategie używane w mowie i tekstach, nazywa je "ideologicznym kwadratem polaryzacji" (ideological square of polarizatio). Składają się na niego 4 podstawowe strategie: podkreślanie "naszych" dobrych cech i działań oraz "ich" złych cech i działań, łagodzenie (mitigate) naszych złych cech i działań i pomniejszanie ich dobrych cech i działań[8].

Ostatnim etapem analizy tekstów prasowych polegało na wyłanianiu struktur dyskursu. Jest to część analizy, która polega na znalezieniu związków pomiędzy poszczególnymi tekstami, tych samych stylów narracji, w ramach których opisuje się temat stosunków polsko-żydowskich. Dopełnieniem tej analizy było połączenie dwóch elementów: treści dyskursu oraz kontekstu dyskursu, jako zmiennej wyjaśniającej. Główne elementy kontekstu wzięte pod uwagę to: historyczna specyfika stosunków polsko-żydowskich  w Białymstoku (głównie okres zaboru rosyjskiego); specyfika zróżnicowania etnicznego w Białymstoku; relacje państwo polskie - mniejszość żydowska (np. ustawodawstwo państwa polskiego), struktura społeczno-ekonomiczna mieszkańców Białegostoku oraz specyfika procesu narodotwórczego wśród Polaków i Żydów.

II. Charakterystyka źródła
Analizie poddane zostało kilkadziesiąt lokalnych gazet i czasopism, przede wszystkim polskich (Tabela 2) z całego okresu międzywojennego. Prasa żydowska (gł. polsko i rosyjskojęzyczna) była analizowana głównie jako zbiór tekstów porównawczych do analogicznych przekazów w polskiej prasie (są to tzw. kontrdyskursy). W wyborze tytułów kierowałam się również opcją polityczną, tzn. zależało mi aby na tej liście znalazła się prasa związana ze wszystkimi opcjami politycznymi.

Analizując prasę należy pamiętać o specyfice jej przekazu, która polega na  zniekształceniach ideologicznych i nastawieniu na konflikty. Kiedy więc próbujemy zrekonstruować rzeczywistość na podstawie dyskursu prasowego należy robić to z dużą dozą ostrożności. Jak pisał J. Tomaszewski: "Każdy historyk musi pamiętać, ze dokumentacja [oraz prasa] odsłania tylko część tego co się stało w przeszłości. Analiza źródeł archiwalnych i prasy może więc dostarczyć nam zniekształconego obrazu rzeczywistości. Relatywnie łatwiej bowiem pisze się o konfliktach, podczas gdy na normalne życie można nie zwrócić szczególnej uwagi"[9]. Również w badaniach nad mediami podkreśla się, że dobór i selekcja informacji opiera się na mniej lub bardziej intuicyjnym przeświadczeniu co jest ważne dla odbiorców komunikacji (jest to tzw. wartość informacji). Dlatego bardziej złożone i długotrwałe procesy często są pomijane, niezauważane, chyba, że wiążą się z określonymi nadzwyczajnymi wydarzeniami np. konfliktami, strajkami [10]. Jest również charakterystyczną cechą mediów zwracanie uwagi na wydarzenia nietypowe, odbiegające od normy i codziennej rutyny (w tym skupienie się na wydarzeniach negatywnych: konflikty, przestępstwa itp.). W analizowanej prasie układ tematów potwierdza działanie tego rodzaju selekcji.

III. Żydzi w Białymstoku.
Pierwsze wiarygodne wzmianki na temat obecności Żydów w Białymstoku  pochodzą z  pinkasu tykocinskiego z 1658 roku[11]. Początkowo gmina białostocka była częścią kahału w Tykocinie. W 1745 gmina białostocka uzyskała samodzielność[12].
Krótki okres administracji pruskiej po III rozbiorze Polski (1795 - 1807) zmienił oblicze ideologiczne Żydów białostockich. Związane to było z wpływem idei haskali[13]. W tym czasie Białystok zaczął być postrzegany przez tradycyjnych rabinów w Polsce jako "miasto heretyckie, pełne haskali i bildung (tj. oświecenia i świeckiej edukacji)"[14]. Jednak maskilowie pod koniec XIX wieku nie stanowili dużej i znaczącej grupy w Białymstoku[15].
Najważniejszym jednak z punktu widzenia stosunków polsko-żydowskich jest okres po 1807 roku, kiedy Białystok został włączony do Cesarstwa Rosyjskiego. Białystok został włączony do tzw. Strefy Osiedlenia[16], której granicę określono w 1836 roku, włączając m.in. Okręg Białostocki. Sytuacja Żydów w Strefie Osiedlenia była bardzo zła, gdyż sukcesywnie wprowadzano liczne przepisy dyskryminujące Żydów, np. zakaz opuszczania strefy bez zezwolenia, zakaz zamieszkiwania na terenach wiejskich itp. Postępował również odgórnie kierowany proces rusyfikacji, m.in. poprzez sieć państwowych szkół dla Żydów, których celem miała być rusyfikacja (tzw. szkoły kazionne z wykładowym językiem rosyjskim)[17] czy wprowadzenia obowiązkowej służby wojskowej dla Żydów[18]. Dodatkowo, Rosja prowadziła politykę "divide et impera", co wyrażało się również w antagonizowaniu stosunków polsko-żydowskich[19]. Bardziej liberalną politykę wobec Żydów prowadził car Aleksander II (18­­55 - 1881), czego skutkiem było przyspieszenie procesów asymilacyjnych do kultury rosyjskiej wśród ludności żydowskiej[20]. Był to czas powiększenia się grupy inteligencji żydowsko-rosyjskiej, która kulturowo była związana z Rosją, ale czuła wciąż związek ze społecznością żydowską. Proces ten został zahamowany po fali pogromów w 1881 r.

Żydzi białostoccy już w XIX wieku stanowili bardzo różnorodną grupę, charakterystyczną dla obszaru ziem włączonych bezpośrednio do Cesarstwa Rosyjskiego. Był to więc z jednej strony ten typ społeczności, który relatywnie szybko osiągnął nowoczesną świadomość narodową i był podatny na wszelkie tendencje modernizacyjne, sekularyzacyjne i radykalne[21]. Ale z drugiej strony judaizm i tradycja wciąż miały duży wpływ na życie białostockiej społeczności żydowskiej. Największy wpływ na Białystok miało Wilno, co sprawiło, że białostoccy Żydzi w dużej mierze religijnie należeli do tzw. Żydów litewskich, ukształtowanych naukami Gaona z Wilna (byli oni nazywani mitnagdim tzn. przeciwnicy chasydyzmu). W Białymstoku działali również chasydzi: zwolennicy dynastii kobryńskich cadyków czy Gerer chasidim (dwór w Górze Kalwarii), chasydzi z Karlina czy chasydzi z Kocka[22].

Przez cały XIX wiek liczba ludności żydowskiej w Białymstoku wzrastała (tabela 3). Było to spowodowane przede wszystkim rozwojem przemysłu tekstylnego. Żydzi należeli do grupy inicjatorów tego rozwoju. Pod koniec XIX w. byli właścicielami 299 zakładów włókienniczych (Białystok i okolice), a w samym Białymstoku pracowało ok. 2.000-3.000 żydowskich tkaczy[23]. Ta duża koncentracja przemysłu i robotników sprawiła, że Białystok stał się jednym z wczesnych ośrodków działania organizacji robotniczych, w tym przede wszystkim Bundu[24].O sile tutejszego ugrupowania może świadczyć fakt, że w latach 1900-1902 Białystok stał się siedzibą Centralnego Komitetu Bundu, a czwarta konwencja Bundu, bardzo istotna ze względu na sprecyzowanie postulatu autonomii narodowej, odbyła się w Białymstoku w 1901 roku[25]. Również w okresie międzywojennym Bund był bardzo aktywną partią. Jednym z najbardziej popularnych lokalnych polityków był wieloletni radny miasta z list Bundu Benjamin Flomenbaum.

Białystok stał się również silnym ośrodkiem syjonizmu. Ruch ten na przełomie XIX i XX wieku stał się jednym z atrakcyjniejszych wyborów drogi życiowej i tożsamości dla wielu Żydów białostockich, zwłaszcza w obliczu narastającego rządowego antysemityzmu. W Białymstoku została założona w 1880 r. przedherzlowska  organizacja Chibbat Cijon (hebr. Miłość Syjonu)[26]. Działała również organizacja BILU. Dzięki ogromnej energii rabina Samuela Mohilewera (1824-1898; przyjechał do Białegostoku z Radomia w 1883 r.), dr Józefa Chazanowicza (1844 - 1919) powstały pierwsze osady w Palestynie z mieszkańcami Białegostoku m.in. Petach Tikwa ("Brama Nadziei"), oraz Riszon le-Zion ("Pierwszy w Syjonie")[28]. Syjoniści byli również aktywni w życiu politycznym miasta i gminy żydowskiej w okresie międzywojennym. Obecne były praktycznie wszystkie ugrupowania syjonistyczne: tzw. ogólni syjoniści, Mizrachi, Ceirej Cijon (później Hitachdut), Poalej Syjon, a w latach 30. Nowa Organizacja Syjonistyczna (tzw. rewizjoniści).

IV. Wyniki badań
Bardzo pozytywny wydźwięk ma tytuł niniejszej konferencji: "Białystok miasto przyjazne". Chciałabym jednak zmienić formę tego twierdzenia, a mianowicie postawić znak zapytania. Czy rzeczywiście Białystok był miastem przyjaznym Żydom w dwudziestoleciu międzywojennym? W przypadku moich badań pytanie to można doprecyzować: Co i w jaki sposób pisano o Żydach i stosunkach polsko-żydowskich? Czyli mówiąc inaczej: jakie dyskursy w obrębie tekstów dotyczących stosunków polsko-żydowskich dominowały w polskiej prasie?

Temat stosunków polsko-żydowskich był z pewnością jednym z ważniejszych w międzywojennym dyskursie  prasowym w Białymstoku, o czym świadczą liczne przekazy prasowe dotyczące tego tematu[29]. Moim zdaniem wynikało to przede wszystkim z liczebności Żydów w Białymstoku - trudno byłoby zupełnie zignorować połowę czy większość mieszkańców miasta (Tabela 3). Poza tym, Żydzi w okresie międzywojennym, stali się, poprzez swoją bardzo dużą aktywność, przeciwnikami politycznymi, rywalami ekonomicznymi i również partnerami we współpracy. Symptomatyczne jest jednak, że funkcjonował również sposób pisania o Białymstoku, bez odwoływania do zróżnicowania etnicznego w mieście.  Zainteresowanie w polskiej prasie sprawami społeczności żydowskiej często nie wykraczało poza krótkie informacje np. z gminy żydowskiej czy zaznaczenia udziału delegacji Żydów w  lokalnych przedsięwzięciach. Na pewno wpływał na to wspomniany wcześniej proces selekcji informacji. Ale również świadczy to o utrzymującej się przez cały okres międzywojennej separacji w pewnych dziedzinach życia społecznego (np. kultura). Poza tym zupełnie prozaiczną przyczyną była na pewno bariera językowa.

Częstotliwość przekazów na temat stosunków polsko-żydowskich zmieniała się. Intensyfikacja widoczna jest przede wszystkim na początku lat 20. Była to sytuacja kształtowania się stosunków polsko - żydowskich  w nowych warunkach politycznych. W późniejszym okresie zauważalne jest zwiększenie się ilości przekazów zwłaszcza w czasie wyborów do Rady Miejskiej. Widać wyraźnie, ze wybory samorządowe wyznaczały czas największej mobilizacji obu grup.

Jeśli chodzi o proporcję tematów, zdecydowanie dominowały przekazy dotyczące rywalizacji: ekonomicznej, politycznej i kulturowej. W początkowym okresie bardzo ważnym tematem dyskursu stał się również konflikt dotyczący kwestii przynależności państwowej Białegostoku (decyzja o włączeniu miasta do Rzeczpospolitej zapadła dopiero 02.12.1919). Na łamach żydowskiej prasy, zwłaszcza "Gołosu Biełostoka", prezentowano dystans do, oczywistej dla Polaków, koncepcji włączenia Białegostoku do polskiego państwa[30]. To wywoływało bardzo ostre repliki na łamach "Dziennika Białostockiego"[31].

Analizie poddano również prezentowany obraz Żyda w polskich dyskursach. Przez cały okres międzywojenny w polskiej prasie dominowały negatywne obrazy Żyda. Najczęściej wykorzystywanym negatywnym obrazem był Żyd - komunista, który stanowił bardzo istotny element retoryki strachu. W negatywnych opisach Żydów jako grupy dominowały takie cechy jak: nieuczciwość, spryt, nielojalność (wobec państwa polskiego), tchórzliwość i solidarność ("spisek").

Na podstawie analizy zebranych materiałów wyróżniono kilka rodzajów dyskursów, które funkcjonowały w ramach lokalnej polskiej i żydowskiej prasy w ciągu całego okresu międzywojennego. Są to dyskursy kooperacyjne, rywalizujące i dyskurs wykluczający. W ramach tych dyskursów również widoczne są zróżnicowania. Wśród dyskursów kooperujących wyróżniłam dyskurs ponadnarodowej lokalnej ojczyzny oraz dyskurs socjalistyczny.

Dla dyskursu ponadnarodowej lokalnej ojczyzny[32] najważniejszą prezentowaną wartością  było dobro miasta. Widać było przy tym akceptację Żydów jako współmieszkańców Białegostoku i obywateli Polski. Ukazywała się również stosunkowo duża ilość przekazów dotyczących współpracy polsko-żydowskiej. W ramach tego dyskursu autorzy często przyjmowali pozycję pośrednika, polegającą na negocjowaniu wobec dwóch rywalizujących wobec siebie dyskursów: prożydowskiego i propolskiego. W dyskursie tym najczęściej wykorzystywano w argumentacji retorykę instrumentalną tj. odwołującą się do racjonalnego podejmowania decyzji, przynoszącego wymierną korzyść wszystkim zainteresowanym[33].

Drugi wyróżniony przeze mnie dyskurs kooperacyjny to dyskurs socjalistyczny[34]. Cechami charakterystycznymi były dla niego nie eksponowanie granic etnicznych (w zamian koncentrowano się na podziale klasowym), występowanie dużej ilości pozytywnych przekazów na temat Żydów i na temat współpracy pomiędzy Polakami i Żydami

Pod względem ilościowym dominującą pozycję w okresie międzywojennym zajmowały dyskursy rywalizacyjne. Pierwszy z nich to dyskurs propolski, który występował wyłącznie na łamach polskiej prasy[35]. W ramach tego dyskursu posługiwano się przede wszystkim strategiami obronnymi wobec grupy własnej i negatywną prezentacją grupy obcej w celu legitymizacji stosunków dominacji (Polacy) i podporządkowania (mniejszości, w tym Żydzi). Prezentowana była wyraźna konstrukcja tożsamości polskich mieszkańców miasta jako "prawowitych jego właścicieli" (podkreślenie wyłączności tej pozycji: "to było zawsze polskie miasto"). W przekazach prasowych funkcjonowała wyraźna granica etniczna, podkreślająca przede wszystkim różnice kulturowe pomiędzy Żydami i Polakami. Głównymi  tematami poruszanymi w ramach dyskursu propolskiego były rywalizacja i konflikty polsko-żydowskie. Przy czym w prezentacji tej problematyki było widać wyraźną preferencję strony polskiej (np. dużo pozytywnych przekazów na temat Polaków)[36]. Charakterystyczne dla argumentacji w tym dyskursie jest posługiwanie się emocjami (liczne wykrzykniki, podkreślenia, odwołania się do uczuć). Argumentacja ta nie jest jednak zawężona do emocjonalnego komponentu, gdyż często zawierała również przesłanki racjonalne. Dominowała argumentacja aksjomatyczna, która opierała się na nie podlegającym negocjacjom założeniu, że naród polski jest jedynym prawowitym "właścicielem państwa". W ramach dyskursu propolskiego widoczna  była polemika z dyskursem ponadnarodowej lokalnej ojczyzny i delegitymizacja dyskursu prożydowskiego.

Niejako lustrzanym odbiciem dyskursu propolskiego był funkcjonujący przede wszystkim w żydowskiej prasie dyskurs prożydowski[37]. Dyskurs ten miał charakter apologetyczny wobec dyskursów propolskiego i antagonistycznego. W jego ramach wyraźnie była prezentowana tożsamość Żydów jako podmiotów w życiu społecznym i politycznym, równouprawnionych obywateli oraz prawowitych współwłaścicieli miasta. Charakterystyczne były przekazy zawierające pozytywne obrazy Żydów oraz dużo przekazów na temat życia społecznego, politycznego lokalnej społeczności żydowskiej. Tylko w ramach tego dyskursu  występowała kontrsepizacja tematu segregacji Żydów w Białymstoku (najwięcej uwagi poświęcono sprawie zwolnień żydowskich lekarzy w białostockiej Kasie Chorych[38]). Temat ten był pomijany lub uznawany za nieważny w dyskursie propolskim.

Ostatnim wyróżnionym dyskursem jest dyskurs wykluczający, do którego zaliczyłam dyskurs antagonistyczny (antysemicki)[39]. Był to dyskurs skrajnie negatywnie nastawiony wobec Żydów, w ramach którego wręcz obsesyjne prezentowano wyłącznie bardzo negatywny obraz Żyda. Konsekwentnie przy tym negowano wartość współpracy pomiędzy Polakami a Żydami, również w wymiarze lokalnym. Posługiwano się w tym dyskursie całą paletą strategii dyskursywnych, w tym przede wszystkim tych, które prowadzącą do dyskredytacji i symbolicznej degradacji przeciwnika oraz strategią spiskową. Prezentowana  argumentacja odwoływała się wyłącznie do emocji, stereotypów i uprzedzeń.

Wyjaśniając funkcjonowanie takiego kształtu dyskursu stosunków polsko-żydowskich (z przedstawionym zróżnicowaniem poszczególnych typów dyskursów), należy brać pod uwagę przede wszystkim historyczny kontekst i specyfikę stosunków polsko- żydowskich w Białymstoku.

Z okresu zaborów Polacy wynieśli "pamięć ofiary" wynikającą z pozycji dyskryminowanej przez zaborcę mniejszości, otoczonej przez innych etnicznie, którzy byli postrzegani jako obcy (widoczne różnice, odmienność religijna itp.). Poczucie zagrożenie w Białymstoku było zapewne  jeszcze większe z powodu bardzo liczebnej populacji Żydów w mieście (Tabela 3). Na to nałożyła się euforia związana z odzyskaniem niepodległości, która zazwyczaj sprzyja pojawieniu się "nacjonalizmu zorientowanego na własny naród". Jest to taki typ nacjonalizmu (stanowi on bazę dyskursu propolskiego), który wyraża się w wygłaszaniu żądań w imieniu tzw. "rdzennego narodu" (core nation), definiowanego w etnokulturowych terminach. "Rdzenny naród" prezentowany jest jako "prawomocny właściciel państwa", które jest pojmowane jako państwo tego narodu i dla tego narodu[40]. W ramach takiego dyskursu granica etniczna była bardzo wyraźna i dla wielu Żydów trudna do przekroczenia (wymóg asymilacji, a nawet dekulturacji). W latach 30., z powodu dominujących wpływów koncepcji endeckich (co było zauważalne również w białostockim dyskursie) stała się dla Żydów nieprzekraczalna (asymilacja została zastąpiona koncepcją emigracji).

Również Żydzi wynieśli z okresu zaborów traumatyczną pamięć, związaną z dyskryminacją, pogromami itp. Dodatkowo od końca XIX wieku widoczny był proces upodmiotowienia się Żydów, czego konsekwencją była tzw. nowa polityka żydowska w okresie międzywojennym, która zrywała z tradycją szukania kompromisu z władzami za wszelką cenę (z wyjątkiem partii Agudas Jisroel). Podstawą tej polityki było założenie, że "Nowy Żyd (...), miał dumę narodową i powinien z godnością domagać się swoich praw jako Żyd i wolny człowiek"[41]. W okres międzywojenny Żydzi w Białymstoku wchodzili więc z ukształtowaną w dużym stopniu tożsamością narodową. Jak pisze J. Tomaszewski "Żydzi - a przynajmniej ich większość - przestali być wyłącznie wspólnotą religijną, lecz czuli się narodem, odrębnym od innych"[42]. Jest to bardzo widoczne w dyskursie prożydowskim. Widoczne jest bardzo silne poczucie podmiotowości Żydów, m.in. w temacie sporu o przynależność państwową Białegostoku, np. Do  kogo będziemy należeć przez krótki czas, w najbliższej przyszłości, jest to pytanie przejściowe i drugorzędne. Do kogo chcemy  należeć, z jakim państwem możemy i powinniśmy na dłużej związać swój los - to jest pytanie pierwszorzędne [podkr. oryg.][43]. Wielu Żydów widziało więc w nowych warunkach politycznych pojawiających się po I wojnie światowej szansę  zdobycia oczekiwanej już od dawna przynajmniej równej pozycji w nowym państwie.

Łącząc te oczekiwania wyrażane w obu dyskursach: propolskim i prożydowskim wyraźnie widać, że konflikt był nieunikniony, a dyskurs ponadnarodowej ojczyzny lokalnej - łączący obie grupy, nie miał nawet szans zdominować prasowego dyskursu w Białymstoku.

Do tego, obie grupy, jak wcześniej już wspomniano przy charakterystyce typów dyskursów, czuły się pełnoprawnymi właścicielami miasta. Żydzi, stanowiąc przez długi czas większość mieszkańców, czuli się "u siebie", na wiele sposobów zaświadczając o swojej lokalnej identyfikacji: Dlatego, że wy panowie publicyści [z Dziennika Białostockiego], a razem z wami ta opinia publiczna, którą reprezentujecie zajęliście w stosunku do ogromnej grupy równoprawnej i równowartościowej wam ludności jakąś dziwną pozycję, niczym nie usprawiedliwionej i niezaakceptowanej przez nas wyższości (...). Żyjemy razem, jesteśmy synami jednej ojczyzny (...). Ta ojczyzna jest nasza nie dlatego, że jesteście dobrzy i wyrozumiali, ale z tego samego powodu co jest i wasza: jesteśmy tutejsi i niczyjej aprobaty nie potrzebujemy. Ojczyznę mamy wspólną i wszystko w niej jest wspólne i do wszystkiego mamy takie samo prawo jak wy, a nasze obowiązki w stosunku do was nie są ani trochę większe niż wasze w stosunku do nas[44]. Tożsamość Żydów jako "rdzennych Białostoczan" była również eksponowana w kontekście sporu dotyczącego rozszerzenia granic miasta w 1919 r. Na łamach "Gołosu Biełostoka" mieszkańcom przyłączonych wsi przeciwstawiano żydowskich mieszkańców Białegostoku określanych jako rdzenna ludność miasta czy dobrzy białostoczanie[45]. O sprzecznościach zawartych w dyskursach propolskim i prożydowskim może świadczyć fakt, że te same określenia  pojawiały się również w polskim dyskursie, ale dotyczyły tym razem Polaków. Również były one prezentowane podczas porównywania postaw Polaków i Żydów, np. w informacji mówiącej, ze ordynacja wyborcza (wybory samorządowe w 1919 r. ) w Białymstoku z konieczności będzie musiała być trochę od innych odmienną ze względu chociażby na specyficzny stosunek rdzennej ludności w Białymstoku do obcoplemiennej stałej[46]. Z tego powodu uznanie Białegostoku wyłącznie za miasto polskie (co było ważnym elementem dyskursu propolskiego) musiało wzbudzić opór i niechęć po stronie żydowskiej. Podkreślanie polskości miasta połączone często z dyskredytacją pozostałych mieszkańców miasta i delegitymizacją ich praw i postulatów nosiło z punktu widzenia dyskursu prożydowskiego cechy "przemocy symbolicznej"[47].

Na to wszystko nałożyła się dość niefortunna dla stosunków polsko-żydowskich struktura społeczna (gł. zawodowa) wśród Żydów i Polaków. Żydzi dominowali w handlu i usługach, co było dziedzictwem poprzednich lat, ale również efektem złej kondycji finansowej Żydów. Były to bowiem zazwyczaj małe sklepy lub warsztaty, w których pracowali tylko członkowie rodziny. Bieda, bezrobocie i trudna sytuacja na wsi, które zmuszały spauperyzowanych chłopów do szukania pracy w mieście, stworzyły warunki, w których silna rywalizacja ekonomiczna na rynku pracy była nieunikniona. Kategoria narodu stała się wtedy wygodnym instrumentem mobilizacyjnym, klarownie wyjaśniającym przyczyny dlaczego "nam jest tak źle". W konsekwencji, nastąpiło zdominowanie dyskursu w większości polskiej prasy relacją "my-oni". Skutki funkcjonowania tego typu dyskursu są daleko idące, bowiem sprawia to, ze "Do "nich" odnosimy się opisowo jako do świata istniejącego poza granicą wzajemnych zobowiązań, zasadniczo obcego, w najlepszym razie obojętnego, w skrajnym zaś przypadku - wrogiego i zagrażającego, podobnego naturalnym żywiołom lub mechanicznym urządzeniom. W takim skrajnym przypadku mówi się  o "nich", że zachowują się w sposób mniej lub bardziej wytłumaczalny zewnętrznymi okolicznościami, trudno jednak przypisać "ich" zachowaniom walor działania  zrozumiałego w kategoriach sensu. (...) W łagodniejszych wersjach symbolicznych odgraniczeń, zakładających, ze "oni" są jednak jakimś podmiotem działań, [stwierdza się, że] "my" kierujemy się wartościami, nimi zaś rządzi interes, motyw korzyści"[47]. Ten typ dyskursu utrudniał porozumienie i współpracę a w przypadku dyskursu antagonistycznego prowadził do zupełnie patowej sytuacji. Posługując się terminologią badań nad dyskursem, można powiedzieć, że doprowadziło to do destruktywnego wariantu dyskursu publicznego: "chaosu rytualnego", w którym procesy komunikacji ograniczają się tylko do podkreślenia nieprzekraczalnych różnic, a nie szukają kompromisowych rozwiązań problemów[49].

Jednak, nie można zapominać, że nawet pod koniec lat 30., kiedy najbardziej widoczny był ten destruktywny typ dyskursu w części białostockiej prasy, na łamach niektórych gazet jak np. "Robotnik Białostocki" pojawiał się dyskurs bardziej nastawiony na dialog i prezentujący również pozytywny obraz Żyda. Jednak, niestety, z powodu tych różnych czynników, o których wyżej wspomniałam, nie udało się stworzyć dominującej wspólnoty dyskursywnej wyrażającej się we wspólnej dla Żydów i Polaków tożsamości lokalnej: "my mieszkańcy Białegostoku". Dyskurs ponadnarodowej lokalnej ojczyzny okazał się za słaby w warunkach kryzysu ekonomicznego i poczucia zagrożenia.

Tabela 1
Model analizy przekazów prasowych

Wymiary dyskursu

Struktura dyskursu

Istnienie

Hierarchia Ważności

Wartości

Co jest?

Co jest ważne?

Co jest poprawne lub niepoprawne,
słuszne lub niesłuszne?

Co z czym się wiążei jak?

Co jest dostępne
publiczności?
Jak często
i jak wiele?

W jakim kontekście
lub porządku ważności?

W jakim świetle,
z jakiego
punktu widzenia,
z jaką oceną jest związane?

W jakiej całościowej
strukturze, w jakich
związkach logicznych,
przyczynowo-skutkowych?

UWAGA
powszechność
frekwencja

NACISK
intensywność
centralność
sepizacja
kontrsepizacja

TENDENCJA
negatywne,
pozytywne,
neutralne.

STRUKTURA
Korelacje, grupowanie,
struktura.

Źródła:

  1. Zmodyfikowany schemat analizy przekazów medialnych z G. Gerbner, "Mass Media Discourse: Message System Analysis as a Component of Cultural Indicators", w: T. van Dijk (red.), "Discourse and Communication. New Approaches to the Analysis of Mass Media Discourse and Communication", Berlin - New York, 1985, ss. 20.
  2. Koncepcje sepizacji i kontrsepizacji z: M. Czyżewski, K. Dunin, A. Piotrowski, "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne. Analiza dyskursu publicznego w Polsce", Ośrodek Badań Społecznych, Warszawa 1995.

Tabela 2
LISTA ANALIZOWANYCH GAZET I CZASOPISM*

  1. 5r 5 Rano w Białymstoku 1934
  2. ABC ABC Kurjer Białostocki 1928
  3. BGC Białostocki Głos Codzienny 1926
  4. BKN Białostocki Kurier Nowości ("czerwoniak"; gł. sensacje), 1933
  5. BKP Białostocki Kurier Polski 1924 -1925
  6. BNC Białostockie Nowiny Codzienne 1933
  7. BNKP Białostocki Nowy Kurjer Polski 1926
  8. ChP Chata Polska 1919-1920
  9. Cz Czyn 1938-1939
  10. DB Dziennik Białostocki 1919-1939
  11. DS Dwa Światy (miesięcznik Misji Barbikańskiej) 1938-1939
  12. DSN Dos Naje Leben (przedruki w polskojęzycznej prasie)
  13. E Echo Białostockie 1933-1939
  14. F Fama 1937
  15. GB Gołos Biełostoka  (rosyjski) 1919 - 1921
  16. Gbi Gazeta Białostocka 1927 
  17. GO Głos Obywatela 1929 - 1930
  18. GzB Gazeta Białostocka, Dzień Dobry 1931 -1933
  19. J Jutrzenka Białostocka (1930 - 1939)
  20. Je Jedność (jednodniówka z 22.10.1922)
  21. JN Jedność Narodowa (jednodniówka z 08.10.1922)
  22. JNa Jedność Narodu (jednodniówka z 29.10.1922)
  23. JP Jedność Polska (jednodniówka z 12.10.1922)
  24. JPr Jedność Przedwyborcza (jednodniówka z 01.11.1922)
  25. KB Kurier Białostocki 1921-1922 kontynuacja: Tygodnik Białostocki (pojedyncze numery)
  26. KP Kurier Polski w Białymstoku 1924
  27. KuB Kurjer Białostocki 1939
  28. M Mieszczanin 1938
  29. OW Ostatnie Wiadomości 1936
  30. PB Przedmieścia Białostockie 1932
  31. PK Przegląd Kresowy 1932
  32. PT Praca Twórcza 1936-1937
  33. Prożektor 1925-1929
  34. R Reflektor 1930-1935
  35. RB Robotnik Białostocki 1937-1939
  36. RBi Region Białostocki 1934
  37. SM Svobodnaja Mysl (rosyjski) 1922-1925
  38. T Tempo 1935
  39. WP Wiadomości Przedwyborcze
  40. ZK Zjednoczenie Katolickie 1933 -1935

* brak danych na temat wysokości nakładów

Tabela 3

POPULACJA ŻYDÓW W BIAŁYMSTOKU 1765-1948

Rok

liczba Żydów

Udział (%)
w populacji mieszkańców Białegostoku

1765

765

22,4

1808

4000

66,6

1856

9547

69,0

1861

11873

69.8

1895

47783

76.0

1910

52123

68.5

1913

61500*

68.6

1921**

37186

48,7

 

39602

51,6

1929

43150

47.8

1936

42880

43.0

1945

1085

-

1948

660

-

* W 1913 roku katolików było w Białymstoku 16400.
** Dane ze spisu powszechnego: deklaracje narodowości żydowskiej oraz wyznania (judaizm); odpowiednio: Polacy 46,6%, Niemcy1,9%,  Rosjanie 1,8%, Białorusini 0,8%;
katolicy 38,6%, prawosławni 6,2%, ewangelicy 3,2%, inni chrześcijanie 0,3%.


Źródła:

  1. Encyklopaedia Judaica. op.cit.; 
  2. P. Wróbel, "Na równi pochyłej. Żydzi Białegostoku w latach 1918-1939; demografia, ekonomika, dezintegracja, konflikty z Polakami", "Studia Podlaskie", Białystok, t. II.1989.

Przypisy:

[1] Niniejszy artykuł jest prezentacją wstępnych wyników pracy doktorskiej pt. "Kształtowanie się stosunków polsko-żydowskich w Białymstoku w okresie międzywojennym w świetle lokalnej prasy". Badania były realizowane w ramach grantu KBN nr 2 H02E 019 23 w latach 2002-2004.

[2] Np. M. Foucault, Archeologia wiedzy, PIW, Warszawa 1977.

[3] J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, PWN, Warszawa 2002.

[4] Założenia tego nurtu badań nad dyskursem: R. Wodak, Critical Discourse Analysis at the And of the 20th Century, "Research on Language & Social Interaction", vol. 32, isssues 1/ 2, 1999 oraz N. Fairclough, Critical Discourse Anlasis. The Critical Study of Language, Longman, London, New York 1995.

[5] Założenia tego rodzaju badań nad dyskursem np. T. van Dijk, Elite Discourse and Racism, SAGE Publications, Newbury Park CA, 1993.

[6] R. G. Funkhouser, The Issues of Sixties: An Exploratory Study in the Dynamics of Public Opinion, "Public Opinion Quarterly, 1973/ 37.

[7] M. Czyżewski, K. Dunin, A. Piotrowski, "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne. Analiza dyskursu publicznego w Polsce", Ośrodek Badań Społecznych, Warszawa 1991, s. 7.

[8] T. van Dijk, Opinions and Ideologies in the Press, w: A. Bell, P. Garett (red.), Approaches to Media Discourse, Blackwell Publisher, Oxford 2000, s. 35.

[9] J. Tomaszewski, "Some Methodological Problems of the Study of Jewish History in Poland Between the Two World Wars", "Polin", vol. 1, 1986, s. 166.

[10] M. Kunczik, A. Zipfel, Wprowadzenie do nauki o dziennikarstwie i komunikowaniu, Wydawnictwo Naukowe "Scholar", Warszawa 2000, s.118.

[11] A. Leszczyński, Z dziejów Żydów Podlasia (1487 - 1795), "Studia Podlaskie", 1989, t. II, s. 10.

[12] Encyklopaedia Judaica, CD-ROM Edition, Judaica Multimedia (Israel) Ltd. 1995.

[13] Haskala (hebr. oświecenie): prąd kulturowy zapoczątkowany w końcu XVIII wieku w Niemczech. Celem tego ruchu była emancypacja Żydów, rozwój świeckiej edukacji, produktywizacji (tj. podejmowania nietradycyjnych wśród Żydów zawodów). Maskilowie (tj. zwolennicy haskali) byli zwolennikami częściowej akulturacji (język, strój itp.). Głosili również hasła lojalności obywatelskiej. Na terenie Królestwa Polskiego powstała haskala polska (M. Wodziński, Oświecenie żydowskie w Królestwie Polskim wobec chasydyzmu, Wydawnictwo Cyklady, Warszawa 2003, s. 46-74), w Rosji - haskala rosyjska.

[14] A. Herszberg, Pinkas Bialystok. Grunt-materialn tsu der geszichte fun di jidn in Bialystok biz noch der erszter welt milchome, New York 1950, T.I, s. 215.

[15] The Bialystoker Memorial Book, Bialystoker Center, New York 1982, s. 6.

[16] Strefa Osiedlenia: zachodnie gubernie Cesarstwa Rosyjskiego, w których pozwolono Żydom mieszkać.

[17[ I. Schiper, Żydzi na Kresach północnych i wschodnich w okresach porozbiorowych, w: I. Schiper, A. Tartakower, A. Haffootka (red.), Żydzi w Polsce Odrodzonej, Warszawa 1932, t. I, s. 569; J. A. Gierowski, Uwagi o rusyfikacji ludności żydowskiej z Kresów Rzeczpospolitej, w: K. Jasiewicz (red.), Europa nie prowincjonalna, Instytut Studiów Politycznych PAN, Oficyna Wydawnicza RYTM, Polonia Aid Foundation Trust, Warszawa, Londyn 2000, s. 396.

[18] J. A. Gierowski (ibidem), podkreśla, że służba wojskowa była silnym czynnikiem rusyfikacyjnym i wpłynęła na powiększenie się grupy Żydów związanych kulturowo i gospodarczo z Cesarstwem Rosyjskim, "zarówno dzięki odpowiedniemu szkoleniu, jak i zachętom do przyjmowania chrztu".

[19] A. Dobroński, Z dziejów Żydów na Białostocczyźnie w XIX wieku, "Studia Podlaskie", Białystok 1989, t. II, s. 87.

[20] Zmiany w latach 1856 - 1865 polegały na tym, że dla bogatych i wykształconych Żydów zniesiono ograniczenia osadnicze, dopuszczono ich do służby państwowej, zapewniono pełniejszy udział Żydów w wyborach municypalnych, zmniejszono obciążenia służbą wojskową, zaczęły wychodzić pisma żydowskie. Zmiany te odebrane ostały przez Żydów bardzo pozytywnie (J. A. Gierowski, 2000: 397).

[21] E. Mendelsohn E., On Modern Jewish Politics, Oxford University Press, New York, Oxford 1993, s. 42-43.

[22] M. Sirota, "Torah Institutions and the Leaders", w: "The Bialystoker Memorial Book",op.cit. s. 28; I. Kipen,  "A Life to Life: an Autobiography", Brown Prior Anderson Pty Ltd, Burwood, Victoria 1989, s. 11.

[23] E. Mendelsohn, "Class Struggle in the Pale. The Formative Years of the Jewish Worker's Movement in Tsarist Russia", Cambridge, University Press.1970, s. 17.

[24] Żydowska partia socjalistyczna założona w Wilnie w 1897 r. Bund postulował program kulturowej autonomii dla Żydów (szczególny nacisk na język jidysz).

[25] M. Mishynski, op.cit., s. 100.

[26] Encyklopaedia Judaica, op.cit.

[27] BILU - skrót od hebrajskiego zdania z księgi Izajasza: Beit Ya'akov Lekhu ve-Nelkhah, Ks. Iz. 2:5. Organizacja założona w 1882 roku w Charkowie. Organizowała wyjazdy do Erec Izrael pierwszych osadników.

[28] "Encyklopaedia Judaica", op.cit. "The Bialystoker Memorial Book", op.cit., s. IX.

[29] Najwięcej przekazów ukazywało się na łamach takich polskich gazet i czasopism z Białegostoku jak: "Dziennik Białostocki", "Prożektor", "ABC Kurjer Białostocki", "Jutrzenka Białostocka", "Czyn". Były to zarówno teksty o charakterze informacyjnym, jak również publicystycznym

[30] Np. "Gołos Biełostoka" (GB), O przynależności państwowej, 1919/ 29; GB, Samookreślenie przynależności państwowej, 1919/ 3.

[31] Np. "Dziennik Białostocki" (DB), Nasz obowiązek, 1919/ 30, DB, Co to znaczy?, 1919/39

[32] Najbardziej reprezentatywne dla tego dyskursu są takie tytuły jak: "Prożektor", częściowo "Dziennik Białostocki", "Echo Białostockie", "Tempo", "Głos Obywatela" i "Reflektor".

[33] J Jaspers, The politics of abstractions: Instrumental and moralist rhetorics in public debate, "Social Research", Vol. 9 Issue 2, 1992. J. Jaspers dzieli argumentację wykorzystywaną  w debatach publicznych (politycznych) na dwa rodzaje: instrumentalną (instrumental) oraz aksjomatyczną (moralist). Ta ostatnia opiera się o tzw. god terms czyli założenia, które mają charakter aksjomatów (pewników). Są one traktowane jako "prawa naturalne", niezależne od człowieka. J. Jaspers wymienia takie god terms jak przekonania religijne, prawa rynku czy prawa naukowe. Do tej listy dołączyłam na podstawie analizy omawianych dyskursów również nacjonalizm (kategoria narodu jako naturalnej, odwiecznej wspólnoty).

[34] Był to przede wszystkim "Robotnik Białostocki".

[35] Przede wszystkim dyskurs ten obecny był na łamach takich gazet jak: "Dziennik Białostocki" (zwłaszcza w latach 20.), "Chata Polska", "Białostocki Głos Codzienny".

[36] W mniejszej ilości są również negatywne przekazy dotyczące Polaków (np. krytyka "wad narodowych"). 

[37] Przede wszystkim były to takie tytuły jak: "Gołos Biełostoka" (GB), "Svobodnaja Mysl" (SM), "5 Rano w Białymstoku" (5R) oraz niekiedy "Prożektor" (Pż) i "Tempo" (T).

[38] Np. 5R, Juden, r..r..raus!.., 01.01.1934; 5R, Gmina Żydowska podejmuje interwencję,  04.01.1934; T, Znów rugi antyżydowskie w ubezpieczalni społecznej, 16.11.1935/ 9.

[39] Najbardziej reprezentatywne tytuły to: "Czyn" (Cz), "Jutrzenka Białostocka" (J), Kurjer Białostocki  ABC, Mieszczanin (M), i jednodniówki takie jak "Jedność", "Jedność Polska", "Jedność Narodu".

[40] R. Brubaker, Nacjonalizm inaczej. Struktura narodowa i kwestie narodowe w nowej Europie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Kraków, 1998, s. 6.

[41] E. Mendelsohn, Żydzi Europy Środkowo - Wschodniej w okresie międzywojennym, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa - Kraków 1992, s. 78

[42] J. Tomaszewski (red.), Najnowsze dzieje Żydów w Polsce (W zarysie do 1950 roku),Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1993, s. 154.

[43] GB, Samookreślenie przynależności państwowej, 10.01.1919/ 3.

[44] GB, Jakim prawem?, 14.06.1919/ 134.

[45] GB, Samookreślenie przynależności państwowej, 10.01.1919/ 3; GB, Stawka na przedmieścia, 08.05.1919/ 103.

[46] DB, W sprawie samorządu miejskiego, 1919/ 55.

[47] Teza o silnej identyfikacji Żydów z Białystokiem znalazła swoje potwierdzenie również w analizie materiałów dotyczących Żydów, którzy wyemigrowali z Białegostoku do USA (R.  Kobrin, Conflicting Diasporas, Shifooting Centers: Migration And Identity In A Transnational Polish Jewish Community, 1878-1952, University of Pennsylvania, praca doktorska 2002 (maszynopis)). W analizie tej R. Kobrin podkreśla, że pomimo faktu emigracji, białostoccy Żydzi wciąż postrzegali Białystok jako ich "żydowski dom". Więcej, Białystok stał się jednym z najważniejszych komponentów ich żydowskiej tożsamości w Stanach Zjednoczonych. Na łamach "Bialystoker Sztime" - gazety żydowskich emigrantów białostockich, o Białymstoku zawsze pisało, używając pojęć tak archetypowych jak "matka": muter sztot  (rodzime miasto; jid. muter = matka). Białystok również z tej perspektywy był przede  wszystkim miastem żydowskim.

[48] M. Czyżewski, W stronę teorii dyskursu publicznego, w: M. Czyżewski, S. Kowalski, A. Piotrowski (red.),  Rytualny chaos. Studium dyskursu publicznego, Wydawnictwo Aureus, Kraków 1997, s. 37.

[49] Ibidem, s. 101 -102.

ˆ góra strony

Anna Buchowska

"Te dzieci są moje!"
Losy białostockiego transportu dziecięcego z 5 października 1943 roku
w relacjach świadków

Celem artykułu jest przypomnienie dziejów zagłady grupy białostockich dzieci pochodzenia żydowskiego podczas II wojny światowej. Na rozkaz niemieckich władz okupacyjnych latem 1943 roku około 1200 dzieci wysłano transportem do getta w Terezinie w Czechach, gdzie w dobrych warunkach przebywały około sześciu tygodni. Równolegle Niemcy podjęli negocjacje z zachodnimi aliantami na temat przetransportowania całej grupy do Palestyny i wymiany na obywateli niemieckich więzionych przez Anglików. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, dlatego 5 października 1943 roku 1196 dzieci oraz 53 opiekunów wysłano do obozu Auschwitz. Dwa dni później, tuż po przybyciu na miejsce, wszyscy zginęli w komorach gazowych Brzezinki.

Odtworzenie losów dzieci jest utrudnione z powodu ograniczonej bazy źródłowej, sprowadzającej się w głównej mierze do relacji. W latach powojennych w instytucjach naukowych w Polsce, Izraelu i Stanach Zjednoczonych złożono wiele świadectw, które z różnych względów nie zawsze, bądź nie w pełni, były wykorzystywane przez badaczy. Zadaniem niniejszego artykułu jest przynajmniej częściowe wypełnienie tej luki. Stało się to możliwe m. in. dzięki publikacji wybranych materiałów w Internecie, w opracowaniu amerykańskiego pasjonata Tilforda Bartmana oraz pomocy udzielonej przez Instytut Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie. Wykorzystanie unikalnych wspomnień pozwala na przybliżoną rekonstrukcję kolejnego dramatycznego epizodu z dziejów Zagłady.

Wybuch II wojny światowej zastał w Białymstoku około 50-tysięczną społeczność żydowską, stanowiącą prawie połowę mieszkańców[1]. Po kilkunastu dniach okupacji niemieckiej, 21 września 1939 roku Białystok znalazł się pod władzą radziecką. Ponowna okupacja niemiecka rozpoczęła się atakiem artyleryjskim 22 czerwca 1941 roku i oznaczała kolejne gwałtowne pogorszenie się położenia miejscowej ludności żydowskiej. Nastał czas masowych egzekucji. Szczególnie tragicznym wydarzeniem było spędzenie do Wielkiej Synagogi od 700 do 1600 Żydów i podpalenie gmachu wraz z okolicznymi budynkami. Ogółem tego dnia, 27 czerwca 1941 roku, zginęło około 2 tysięcy osób. W lipcu w lesie na Pietraszach rozstrzelano kolejne 3 tysiące ludzi.

Od 1 sierpnia 1941 roku blisko 60 tysięcy Żydów (mieszkańców miasta i najbliższych okolic oraz uchodźców z głębi Polski) stopniowo zamknięto w getcie. Ustanowiono Radę Żydowską na czele z doktorem Efraimem Baraszem oraz żydowską policję. W zamkniętej dzielnicy panowała niesłychana ciasnota, szerzyły się choroby i doskwierał głód. Na mieszkańców nakładano wciąż nowe obowiązki, podatki i kontrybucje. W listopadzie 1942 roku kontrolę nad gettem przejęły SS i Gestapo. Rozpoczęto przygotowania do likwidacji dzielnicy żydowskiej. Wstępem była tzw. akcja lutowa z 1943 roku, podczas której rozstrzelano tysiąc osób a 12 tysięcy wywieziono do obozu zagłady w Treblince. W nocy z 15 na 16 sierpnia 1943 roku Niemcy rozpoczęli ostateczną akcję likwidacyjną, która wywołała wybuch powstania w getcie. Wystąpieniem żydowskich bojowników koordynował Mordechaj Tenenbaum. Powstańcy po heroicznych walkach zostali rozgromieni 20 sierpnia. 72 żołnierzy powstania rozstrzelano na cmentarzu wewnątrz getta. Resztę ludności (około 30 tysięcy), przez trzy dni przetrzymywano pod gołym niebem bez jedzenia i wody, a następnie załadowano do transportów kolejowych i odesłano do różnych obozów zagłady (Treblinka, Majdanek i Oświęcim)[2].

Tragedia dzieci zaczęła się wraz z likwidacją getta i początkiem masowych wywózek. Na rozkaz Niemców zgromadzono mieszkańców w pobliżu stacji kolejowej w podbiałostockim lesie Pietrasze, gdzie mieli oczekiwać na transport. We wspomnieniach najczęściej przywołuje się datę 17 sierpnia 1943 roku jako dzień, w którym do Judenratu nadszedł rozkaz Gestapo nakazujący rozdzielenie rodzin oraz powrót dzieci do getta. Helena Wolkenberg, nauczycielka opiekująca się później stworzoną grupą dziecięcą w Białymstoku, w następujący sposób opisuje tamte chwile:

Nazajutrz rano tj. 17 sierpnia żydowski "Ordnungsdienst" ogłosił, że Niemcy postanowili wszystkie dzieci wprowadzić z powrotem do getta, gdzie mają być pod troskliwą opieką w jednym z internatów. Ten krok tłumaczyli perfidni Niemcy tym, że wszyscy dorośli wyjeżdżają na dorywczą pracę, przeto dzieci do czasu powrotu rodziców pozostaną w getcie[3].

Pesach Bursztajn w swojej relacji z 1945 roku wspomina nie o rozkazie, a o osobistej interwencji szefa białostockiego Gestapo Fritza Gustawa Friedela w sprawie koncentracji dzieci. Według Bursztajna, grupa, którą Friedel już wcześniej tworzył w celu dokonania wymiany na niemieckich jeńców ciągle była niezbyt liczna, dlatego gestapowiec osobiście pojawił się na Pietraszach i zażądał dostarczenia kolejnych dzieci[4].
Część źródeł podaje, że Niemcy zażądali od przewodniczącego białostockiego Judenratu, doktora Efroima Barasza, dostarczenia 1200 dzieci[5]. Pojawiają się również inne dane. Kirył Sosnowski w opracowaniu o losach dzieci pod panowaniem nazistowskim podaje liczbę 1260[6]. Z kolei Abrasz Lewin, żydowski uczestnik wydarzeń, pisze: "W środę Ukraińcy zabrali mojego 12-letniego braciszka, którego (jak się później dowiedziałem) razem z 1000 białostockich dzieci wywieziono do Theresienstadt [Terezina]"[7]. Tobiasz Cytron, wybitny chirurg, działacz partyzancki i autor opracowań o dziejach białostockiej społeczności żydowskiej w czasie II wojny światowej, w świadectwie spisanym w 1946 roku podaje informację o 1250 dzieci[8]. W opracowaniu z późniejszego okresu, w którym szczegółowo odtwarza swoje przeżycia, pisze że dzieci było 2000[9]. Ostatnie dane powtarza również Chana Grinfeld[10]. Internetowa baza danych dotycząca wszystkich transportów, które dotarły do Terezina w czasie wojny wykazuje, że w dziecięcym transporcie z 24 sierpnia 1943 roku przyjechało 1220 osób[11]. Z kolei Danuta Czech oraz inni badacze podają, iż z getta w Terezinie do Birkenau trafiło 1260 dzieci i 56 opiekunów[12]. Zachowane listy transportowe  potwierdzają dane o 1196 dzieci i 53 dorosłych[13].

Tę różnorodność można tłumaczyć na wiele sposobów, ale najwłaściwsze jest chyba założenie, iż nie istniała na początku żadna imienna lista zgromadzonych dzieci i dlatego trudno było o drobiazgową dokumentację. Intrygujący jest wyraźny rozdźwięk między danymi pochodzącymi z tuż powojennych relacji Cytrona i Grinfeld (1200-1260 dzieci) a liczbami zawartymi w znacznie późniejszych wspomnieniach tych samych autorów (2000 dzieci). Ponieważ późniejsze przekazy są bardziej szczegółowe i udramatyzowane, należy zakładać, iż autorzy mogli dać się ponieść emocjom. W tym ostatnim przypadku informacje Cytrona i Grinfeld wynikają bardziej z ich ogólnej wiedzy o śmiertelności ludzi w wojennych transportach, niż z osobistego doświadczenia. Żaden z autorów wspomnień nie podaje źródła informacji. Niepokojąca jest także niezgodność danych o liczbie dzieci (od 1200 do 1260), które przybyły do Terezina. W tym wypadku do rzeczywistej liczby dzieci być może doliczono dorosłych opiekunów towarzyszących dzieciom w pociągu.

Powyższe dane mogą sugerować, iż niemal wszystkie dzieci przeżyły podróż. Jednakże według relacji, po przybyciu transportu do Terezina słabe i chore od razu zostały zamordowane w tzw. Małej Twierdzy[14]. Jak wspomniano, na późniejszej liście transportowej do Auschwitz znajduje się aż 1196 nazwisk dzieci. Jeżeli do pociągu z Białegostoku do Terezina wsiadło 1200 dzieci, należy zatem przypuszczać, iż tylko czworo zmarło po drodze lub zginęło w Małej Twierdzy. Wydaje się to mało prawdopodobne zważywszy na masową śmiertelność w tzw. specjalnych transportach. Z powodu braku listy transportowej z Białegostoku do Terezina, dokładna liczba dzieci w pociągu prawdopodobnie jest niemożliwa do ustalenia.

Obok różnic w danych na temat liczebności, pojawiają się także różne zdania w sprawie określenia wieku dzieci. Najczęściej pojawiają się informacje o dzieciach od 6 do 12 lat, inne informacje podają: Tobiasz Cytron (4-10 lat), Refoel Rajzner (do 10 lat), Szamaj Kizelsztejn (4-13 lat), Hans Mausbach i Barbara Mausbach Bromberger (6-15 lat) oraz Kirył Sosnowski (poniżej 14 lat)[15]. Dopiero analiza dat urodzin, widniejących na odnalezionej liście transportowej z Terezina do Auschwitz pozwala na precyzyjne ustalenie wieku: dzieci miały od 5 do 14 lat[16].

Dzieci zakwalifikowane do transportu pochodziły z różnych środowisk, np. z domów sierot, ale były też oddane dobrowolnie przez rodziców lub oderwane od nich siłą. Bronka Klibańska, Żydówka z Grodna, kurierka pomiędzy białostockim, grodzieńskim i warszawskim gettem, następnie archiwistka w Yad Vashem oraz autorka opracowań o losach białostockich Żydów,  twierdzi że z dwóch domów sierot w getcie usunięto około 400 dzieci i dołączono do transportu[17]. Także Hadassah Sprung-Levkowitz, białostocka nauczycielka, mówiąc o swoim uczestnictwie w likwidacji domów sierot potwierdza, iż dzieci z sierocińców znalazły się w transporcie do Terezina[18]. Większość dzieci rozdzielono z rodzicami na Pietraszach[19]. Z relacji świadków wynika, że przy gromadzeniu dzieci uczestniczyli głównie niemieccy SS-mani. Według Phiny Korovskiego, żydowskiego partyzanta działającego na Białostocczyźnie, w tej akcji Niemcom pomagały oddziały ukraińskie:

Następnego dnia morderczy naziści zgromadzili w jednym miejscu małe dzieci, i jeśli któreś próbowały biec z powrotem do rodziców, były zatrzymywane za szyję przy pomocy zagiętych lasek i przewracane na ziemię... krzyki dzieci i ich matek nadal odbijają się echem w mojej głowie. Pognali te dzieci jak stado owiec z powrotem do getta[20].

Również Rachela Kirsznler, świadek wysyłki Żydów do obozów zagłady po stłumieniu powstania w getcie, zwraca uwagę na okoliczności rozdzielania dzieci od rodziców: "Tragedia rodziców, którym odbierano dzieci w tak okrutny sposób jest nie do opisania. Ukraińcy okrutnie bili"[21]. Część rodziców dobrowolnie oddała dzieci licząc na ich lepszy los[22]. Podobne nadzieje miał także Awrom Goldsztejn:

Ja także chciałem odesłać moją córeczką do getta i dać Ukraińcowi w prezencie mój zegarek, aby zaprowadził moją córeczkę do grupy dzieci. W tym czasie zrobiło się zamieszanie, on zabrał mój zegarek, a ja nie zdołałem posłać córeczki. Rozpędzono także zgromadzone dzieci[23].

W tym samym czasie na cmentarzu żydowskim przy ulicy Żabiej w Białymstoku Niemcy rozstrzeliwali powstańców z getta. Część bojowników, którzy dostali się do niewoli mordowano również w lesie na Pietraszach. Według badań Kiryła Sosnowskiego, dzieci były świadkami egzekucji[24].

Jak twierdzi Helena Wolkenberg, po zgromadzeniu dzieci, cała grupa została odprowadzona z powrotem do getta i umieszczona w budynku dawnego gimnazjum przy ul. Fabrycznej 10[25]. Chana Grinfeld oraz Tobiasz Cytron piszą o "gmachu Gimnazjum im. Sienkiewicza"[26], a Refoel Rajzner, badacz zajmujący się powstaniem w białostockim getcie, o budynku naprzeciwko żydowskiego szpitala[27]. Wszystkie przytoczone opisy odnoszą się niewątpliwe do budynku byłego przedwojennego gimnazjum. Obecnie w kamienicy przy Fabrycznej 10 ponownie mieści się Liceum i Gimnazjum (ryc. 1).

Ryc. 1. Kamienica przy ul. Fabrycznej 10, stan obecny (fot. Anna Buchowska)

Liczba dorosłych opiekujących się dziećmi w Białymstoku jest niepewna. Ustalenia Bronki Klibańskiej mówią o 20 pielęgniarkach i lekarzach zorganizowanych przez Judenrat, którym przewodziła sekretarka Barasza Hadassah Sprung-Levkowitz[28]. Helena Wolkenberg, żydowska nauczycielka i opiekunka dzieci, wspomina o 40 osobach: lekarzach, pielęgniarkach i nauczycielkach[29]. Tobiasz Cytron, od pierwszego dnia pobytu dzieci w budynku gimnazjum wyznaczony do opieki lekarskiej nad nimi, podaje że "[dzieci - A.B.] przeszły kawał drogi w towarzystwie kobiet przypadkowo wybranych spośród zgromadzonych na Umschlagplatzu. Kiedy dzieci znalazły się już w budynku kobiety natychmiast zostały odesłane tam, skąd przyszły"[30]. Z imienia i nazwiska możemy wskazać tylko kilka osób, które towarzyszyły dzieciom w Białymstoku. Byli to: Doktor Tobiasz Cytron, doktor Kacnelson (członek Judenratu, który później przejął funkcję Cytrona)[31], sekretarka Barasza Hadassah Sprung-Levkowitz, Helena Wolkenberg, sanitariusze z oddziału chirurgicznego - Bernsztejn i Monearz32], prawdopodobnie również żony inżyniera Barasza i doktora Bejlina[33].

Po tym jak 17 sierpnia 1943 roku dzieci umieszczono w budynku gimnazjum, ich kontakt z resztą getta został utrudniony, a następnie całkowicie zerwany. Dorośli opiekunowie otrzymali polecenie dobrego traktowania dzieci i możliwie troskliwej opieki oraz stworzenia im znośnych warunków. Szef miejscowego gestapo Fritz Gustaw Friedel, poinformował tymczasowych opiekunów: "te dzieci są moje!", i dlatego - dodał - należy się nimi dobrze opiekować. Groził doktorowi Kacnelsenowi zastrzeleniem, gdyby choć jedno dziecko umarło[34]. Najwyraźniej już wówczas istniały plany dotyczące przeznaczenia tej grupy. Nadzwyczajna troska, którą otoczono dzieci może świadczyć, iż rzeczywiście myślano o ich wymianie na Niemców przebywających w rękach aliantów. Najwięcej informacji o ich pobycie w budynku gimnazjum dostarcza Tobiasz Cytron, bezpośredni uczestnik opisywanych wydarzeń:

Nie wiedzieliśmy dokładnie ile było dzieci. Nie można ich było policzyć z powodu panującego chaosu, płaczu i rozpaczy dzieci. W końcu umieściliśmy w każdej sali po około 30-40. Położono je na kołdrach szpitalnych, materacach i na tym, co znalazło się pod ręką. [...] Przy pomocy moich współpracowników zorganizowałem coś do picia oraz miseczki z ciepłą zupą kaszaną. Starsze dzieci pomogły nam nakarmić młodsze[35].

Tego samego dnia wieczorem, wojska niemieckie stacjonujące na pobliskim placu cerkiewnym, ostrzelały rejon miasta w okolicy ulicy Fabrycznej. Pocisk artyleryjski prawdopodobnie omyłkowo trafił w wypełniony dziećmi budynek gimnazjum, wiele z nich raniąc a kilkanaścioro zabijając. Jednakże nikt inny poza Tobiaszem Cytronem nie wspomina tego epizodu[36].

Po zacieśnieniu izolacji gimnazjum od reszty miasta, sytuacja dzieci się pogorszyła. Zaczęły szerzyć się choroby, kolejni mali pacjenci umierali. 19 sierpnia Tobiasz Cytron został odwołany z powrotem do pracy w gettowym szpitalu, a jego miejsce przy opiece nad dziećmi przejął doktor Kacnelson [37]. Ostateczna ewakuacja rozpoczęła się 20 sierpnia 1943 roku.

W pewnym momencie nadszedł rozkaz: ustawić dzieci parami (na zasadzie większe z mniejszymi), starsze dzieci mają opiekować się mniejszymi. Tak sformowana grupa ruszyła w kierunku stacji kolejowej "Polesie". Dorośli nie pomagali dzieciom, szli osobno. Na końcu transportu jechało kilka furmanek z najmniejszymi dziećmi, a całość otoczona została strażnikami z policji ukraińsko-białoruskiej. Na drogę dano dzieciom kilka wyschniętych kawałków chleba. Nie zadbano o picie dla dzieci, nie było dla nich nawet wody, a sierpień był bardzo upalny[38].

Jeśli wierzyć przytoczonym relacjom, dzieci spędziły w budynku na ul. Fabrycznej 4 dni, od 17 do 20 sierpnia 1943 roku. Jednak we wspomnieniach znowu pojawiają się różne informacje na ten temat. Phina Korovski twierdzi, że dzieci spędziły w getcie dwa tygodnie, Tobiasz Cytron pisze o 4 dniach, a Helena Wolkenberg, która znalazła się z dziećmi w pociągu do Terezina, podaje jako dzień wyjazdu datę 22 sierpnia 1943 roku, co daje 6 dni pobytu w getcie[39]. Najbardziej wiarygodne wydają się wspomnienia bezpośrednich świadków, dlatego należy zakładać, iż pociąg wyruszył z Białegostoku pomiędzy 20 a 22 sierpnia 1943 roku.

Grupa trafiła do pociągu, który wywiózł je do getta w czeskim Terezinie. Według wspomnień Heleny Wolkenberg, podróż trwała dwa dni, z kolei według Bronki Klibańskiej - 3 dni. Przyjazd do Terezina nastąpił 24 lub 25 sierpnia[40]. Dokumenty przechowywane w Muzeum w Terezinie podają 24 sierpnia 1943 roku jako dzień przybycia transportu białostockich dzieci[41].

Część relacji wskazuje trasę pociągu: Białystok - Terezin - Auschwitz, inne Białystok - Auschwitz - Terezin - Auschwitz. Pierwsza wersja trasy sugeruje, że pociąg z dziećmi i dorosłymi opiekunami pojechał z Białegostoku bezpośrednio do Terezina. Dzieci zostały wysadzone, zaś dorosłych odesłano do obozu w Auschwitz. Ten scenariusz podróży jest opisywany przez bezpośrednich świadków, Helenę Wolkenberg oraz Hadassah Sprung-Levkowitz, a także przyjmowany przez niektórych badaczy[42]. W drugiej wersji podróży, sugerowanej przez Chanę Grinfeld i Tobiasza Cytrona, pociąg z Białegostoku pojechał bezpośrednio do Auschwitz. Tam pozostawiono najmłodsze dzieci, które prawdopodobnie zostały natychmiast zamordowane, oraz dorosłych, którzy trafili do obozu jako więźniowie[43]. Tobiasz Cytron, powołując się na informacje od doktora Kacnelsona, którego spotkał na kwarantannie w Birkenau w 1944 roku, pisze:

Opowiedział mi natomiast, że kiedy pociąg zatrzymał się na torze kolejowym w Birkenau z transportu wyłączono wszystkich dorosłych. Małe dzieci od razu zniknęły i nikomu nie udało się dowiedzieć, gdzie się podziały. Pozostałe dzieci (około 1200) odjechały w nieznanym kierunku[44].

Tym nieznanym kierunkiem był oczywiście Terezin, gdzie dzieci przebywały około sześciu tygodni, zanim wywieziono je do Auschwitz na śmierć w komorze gazowej. Bardzo trudno jest ustalić z pewnością, która wersja trasy podróży jest prawdziwa. Pamięć ludzka bywa zawodna, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę dezorientację ludzi jadących dwa lub trzy dni w zamkniętych wagonach.

Sprzeczne informacje funkcjonują  także na temat rodzaju pociągu, którym dzieci jechały do Terezina. Bezpośredni świadek, Helena Wolkenberg zeznaje, że na stacji kolejowej "stał przygotowany specjalny pociąg"[45]. Nie precyzuje jednakże, czy był to pociąg towarowy, czy pasażerski. Tobiasz Cytron wyraźnie informuje, że "pociąg przeznaczony dla dzieci składał się z wagonów towarowych" i Refoel Rajzner konstatuje, że dzieci były transportowane w zamkniętych wagonach towarowych[46]. Z relacji Bronki Klibańskiej wynika, że dzieci podróżowały w wagonach pasażerskich[47]. Również Bernard Mark w obszernym opracowaniu o ruchu oporu w białostockim getcie pisze: "Poza tym wyjechał z Białegostoku 1 pociąg osobowy zapełniony dziećmi czysto ubranymi; w każdym wagonie znajdowały się 2 pielęgniarki żydowskie w białych fartuchach"[48]. Według naocznego świadka z Terezina, doktora Karla Loestena-Levensteina, szefa miejscowych żydowskich służb bezpieczeństwa, opisywany transport przybył pociągiem składającym się z niewielkiej ilości wagonów towarowych i jednego wagonu pasażerskiego[49]. Niewykluczone, iż Niemcy chcieli zapewnić wagony pasażerskie, gdyż transport miał być szczególnie ważny ze względu na możliwość wymiany przewożonych dzieci. Być może w ten sposób zadbano aby straty podczas podróży były jak najmniejsze. Należy jednak zaznaczyć, iż powszechnie stosowanym środkiem transportowania Żydów w czasie II wojny światowej były pociągi z wagonami towarowymi, tzw. bydlęcymi. Na podstawie przeanalizowanych materiałów nie da się ustalić niczego konkretnego na temat rodzaju pociągu.

O przebiegu podróży wiemy najwięcej z relacji dwóch bezpośrednich świadków, opiekunek dzieci: Heleny Wolkenberg i Hadassah Sprung-Levkowitz. Pierwsza z nich opowiada:

Odprowadzili nas na stację kolejową, tam stał przygotowany specjalny pociąg. Wsiedliśmy, rozdali chleb dla wszystkich i pociąg ruszył. Po dwóch dniach jazdy zajechaliśmy do Theresienstadtu [Terezina]. Tam zostały dzieci w wagonach. Dorosłych przenieśli do drugiego pociągu pod pretekstem, że jedziemy przygotować lager dla dzieci. Odwieźli nas do Oświęcimia[50].

Hadassah Sprung-Levkowitz również opisuje worki chleba, które białostocki Judenrat zapewnił dzieciom na podróż. Według jej wersji, po przybyciu pociągu do Terezina dzieci zabrano do obozu, natomiast dorosłych odesłano z powrotem do pociągu[51]. Jednakże Wolkenberg mówi wyraźnie o przeniesieniu dorosłych do innego pociągu. Odpowiada to relacji szefa służb bezpieczeństwa w Terezinie, doktora Karla Loestena-Levensteina, według którego dzieci pozostały dość długo w zamkniętych wagonach zanim je odprowadzono do baraków sypialnych[52]. Jeśli tak było, dorośli prawdopodobnie wsiedli do innego pociągu. Obie kobiety twierdzą zgodnie, że transport z dorosłymi opiekunami trafił następnie do Auschwitz. Po wstępnej selekcji, Helenę Wolkenberg wraz z 17 innymi kobietami i 4 mężczyznami skierowano do obozu. Bronka Klibańska odnotowuje 20 dorosłych, a Chana Grinfeld 12, w tym doktora Kacnelsona [53].

Kiedy transport dziecięcy dotarł na miejsce, w getcie w Terezinie zakazano mieszkańcom wychodzenia na ulice, a nawet wyglądania przez okno podczas przemarszu dzieci do miejsca zakwaterowania. Doktor Karl Loesten-Levenstein twierdzi, że komendant SS Burger wydał rozkaz zablokowania rejonu linii kolejowej wewnątrz twierdzy Terezin, co wydawało się miejscowym służbom bezpieczeństwa bardzo tajemnicze i niepokojące, gdyż takie praktyki nie zdarzyły się wcześniej[54]. Nigdy wcześniej ani później nie przybył do Terezina transport składający się prawie wyłącznie z dzieci[55].  Doktor Loesten-Levenstein w następujący sposób opisuje to co nastąpiło po wjeździe pociągu na prowizoryczny dworzec:

Personel towarzyszący nie otwierał drzwi wagonów, lecz zostały one zamknięte. Wewnątrz panowała martwa cisza, taka, że najpierw myśleliśmy o jakichś towarach dla SS znajdujących się tam. Drzwi zostały dopiero wtedy otwarte, gdy w porze obiadu przyniesiono jedzenie. Obraz, który się nam ukazał, przerósł najśmielsze oczekiwania. Teraz mogliśmy zauważyć, że chodziło o transport dzieci, ale jak te dzieci wyglądały! Te biedne istoty składały się z samych szkieletów z twarzami starców, które ledwo mogły się utrzymać na nogach. A ich ubrania! Składały się ze strzępów łachmanów, które zwisały z tych małych ciałek. Naprawdę obraz nędzy  i rozpaczy! Ci, co przynieśli jedzenie musieli postawić je przed wagonami i oddalić się. Dopiero wtedy mogły te dzieci wysiąść aby zjeść. Ale "jedzeniem" nie można było tego nazwać. Dzieci połykały jedzenie jak zwierzęta, silniejsze odpychały słabsze, aby szybciej dostać się do chudej zupy. Było to znakiem jak wygłodniałe były to istoty. Po zjedzeniu drzwi wagonów zostały zamknięte. I przed każdym stał strażnik. O co chodziło? O północy rozkazano uwolnienie dzieci[56].

Dzieci zostały przeprowadzone przez środek twierdzy do baraków poza jej obrębem. Chana Grinfeld przedstawia tę sytuację:

Nagle, w potokach ulewnego deszczu, na ulicy ukazała się kolumna złożona z setek dzieci. Wynędzniałe, w podartych łachmanach. Najstarsze z nich mogły mieć najwyżej lat dwanaście, najmłodsze - cztery. Szły trzymając się za rączki. Większe pomagały tym zupełnie małym ciągnąć drobne nóżki przez kałuże i wśród spadających z nieba potoków wody. Kolumna maszerujących trupów w mokrych szmatach przylepionych do ich wychudzonych ciał, otoczonych przez wielką liczbę uzbrojonych SS-manów[57]

Ten plastyczny opis doskonale koresponduje z pięcioma zachowanymi rysunkami najprawdopodobniej przedstawiającymi przemarsz dzieci przez opustoszałe lub zablokowane ulice getta. Prace zostały wykonane przez mieszkańców terezińskiego getta w różnych okresach, niezależnie od siebie.

Szczególnie wzruszający jest rysunek 14-letniej dziewczynki, Helgi Hoskovej (ryc. 2.), która twierdzi, iż obserwowała wprowadzenie białostockich dzieci z trzeciego piętra, ze swego piętrowego łóżka. Wyraźne widać blokowanie innym mieszkańcom dostępu do grupy przez gettowego strażnika, nadzór policjanta oraz maszerujące dzieci trzymające się za ręce. Na szczególną uwagę zasługuje pierwsza para składająca się ze starszego chłopca opiekującego się młodszą dziewczynką.




Ryc. 2. Rysunek Helgi Hoskovej (źródło: http://www.zabludow.com)

Otto Unger (Ungar)[58], który był profesjonalnym malarzem i nauczycielem z Brna, wykonał rysunek (ryc. 3), który został znaleziony po wojnie pomiędzy dwiema ścianami budynku w Terezinie. Obecnie rysunek ten jest w posiadaniu Chany Grinfeld[59]. W pewnym momencie Otto Unger został przyłapany na uwiecznianiu powolnej degradacji współmieszkańców i ukarany wysłaniem do Małej Twierdzy, głównej siedziby Gestapo w Terezinie, gdzie byli już uwięzieni jego żona i córka. Zmarł na tyfus w Buchenwaldzie, na miesiąc przed wyzwoleniem obozu. Na omawianym rysunku można dostrzec ściany getta, dzieci z niewielkimi pakunkami, pielęgniarkę w białym stroju na czele kolumny trzymającą dwoje dzieci za ręce, oraz policjanta kroczącego obok.



Ryc. 3. Rysunek Otto Ungera (Ungara) (źródło: http://www.zabludow.com)

Ernest Morgan[60] był żydowskim policjantem w Terezinie, a później prawnikiem w Australii. Przebywając w Auschwitz stracił wszystkie swoje rysunki, które odtworzył po wojnie w celu uwiecznienia wydarzeń, w których uczestniczył. Później nigdy już więcej nie malował. Swoje dzieła podarował Muzeum Sztuki w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, gdzie się obecnie znajdują. Na jego rysunku (ryc. 4) widać wychudzone dzieci w za dużych ubraniach, pod strażą czeskiego policjanta i dwóch strażników gettowych. W oddali widać zablokowaną ulicę i szczelnie pozamykane okna w budynkach.




Ryc. 4. Rysunek Ernesta Morgana (źródło: http://www.zabludow.com)

Następny autor, Pavel Fantel[61], major czeskiej armii i lekarz bakteriolog, pracował w szpitalu dla chorych na tyfus w Terezinie. Malowanie było jego hobby. Był utalentowanym satyrykiem i karykaturzystą. Został zastrzelony w czasie marszu śmierci w Hirschbergu (Jeleniej Górze) na Dolnym Śląsku. Jego dzieła zostały przemycone do Pragi, gdzie ocalały. Obecnie znajdują się w zbiorach Yad Vashem. Prezentowany obrazek jest utrzymany w ciemnej tonacji, postaci są tylko zarysowane (ryc. 5). Jedynymi jasnymi elementami są twarze. Według wizji Fantla, dzieci są konwojowane przez gettowego strażnika i SS-mana. Być może ciemna tonacja rysunku wskazuje na późną porę dnia, lub nocy, co koresponduje ze wspomnieniami doktora Loestena-Levensteina. Dlatego też ulice są opuszczone.




Ryc. 5. Obraz Pavla Fantela (źdródło: http://www.zabludow.com)

Rysunek Leo Haasa[62] (ryc. 6) został sprzedany na aukcji w Izraelu w 1997 roku anonimowemu kolekcjonerowi. Przedstawia on nadnaturalnie małe i wychudzone dzieci pod strażą, górujących nad nimi, żołnierza niemieckiego i pielęgniarza z oddziału dezynfekcji. Dokładnie widać też budynek getta z ludźmi ciekawie zaglądającymi zza szyby okna. W oddali widać wyschnięte drzewo i pustą ulicę[63].




Ryc. 6. Rysunek Leo Hassa (źródło: http://www.zabludow.com)

Wszystkie przedstawione rysunki należy analizować z dużą dozą krytycyzmu, pamiętając, iż przede wszystkim są to dzieła sztuki, które choć w założeniu realistyczne, pozostają przecież subiektywnymi wizjami artystów i nie muszą w pełni odzwierciedlać obserwowanej rzeczywistości. Tym bardziej, że niektóre z nich powstały w późniejszym okresie. Niezgodność detali może być również tłumaczona błędną atrybucją, czyli niedoskonałością ludzkiej pamięci polegającą na swoistym "sklejaniu" wydarzeń mających miejsce w różnym czasie i zapamiętywaniu ich jako spójnej całości[64]. Stąd na niektórych rysunkach jest dzień, na innych noc, na jednych wstrzymywane przez policjanta tłumy ludzi, na innych opustoszałe ulice.




Ryc. 7. Brama główna prowadząca do Małej Twierdzy na terenie getta w Terezinie, stan obecny (fot. Charlotte Opferman)

Podobnie jak zaprezentowane obrazy, wszystkie opisy zwracają uwagę na złą kondycję fizyczną przybyłych dzieci. Są one wynędzniałe, wychudzone, w podartych i za dużych ubraniach, niektóre nawet bez butów i sprawiające wrażenie otępiałych[65]. Pierwszym etapem ich pobytu w Terezinie była kontrola lekarska. Dzieci, u których stwierdzono choroby zakaźne, np. odrę lub szkarlatynę,  zostały odseparowane od innych, wywiezione do tzw. Małej Twierdzy i tam zamordowane[66]. Oddajmy głos Chanie Grinfeld, która pisze:

Te u których podejrzewano choroby zakaźne, zostały przez SS-manów wywiezione nocą do "małej twierdzy", więzienia oddalonego od getta o jakieś 10 minut drogi i tam wymordowane. Dowiedzieliśmy się o tym później od lekarzy, którzy mieli obowiązek sprawdzić czy wyroki zostały wykonane .

Również doktor Loesten-Levenstein sugestywnie opisuje "SS-manów, którzy przenosili z Małej Twierdzy ociekające krwią trumny dziecięce do krematorium, gdzie te małe zwłoki były spalane"[68]. Nie wiadomo dlaczego Pan Loesten-Levenstein wspomina o trumnach, gdyż na co dzień ich w Terezinie nie stosowano. Również wątpliwy jest udział SS-manów w pracy fizycznej tego typu, choć wyjątkowość sytuacji tej grupy dziecięcej mogła skłonić Niemców do niestandardowych zachowań.



Ryc. 8. Cmentarz - pomnik przy Małej Twierdzy na terenie getta w Terezinie,
stan obecny (fot. Charlotte Opferman)

Następnym etapem była dezynsekcja i umycie dzieci. Zajmowali się tym miejscowi lekarze i pielęgniarki. Również ci opiekunowie otrzymali rozkaz dobrego traktowania małych więźniów[69]. Inni mieszkańcy getta nie mieli prawa kontaktować się z nowo przybyłymi. Wszystko utrzymywano w ogromnym sekrecie i dbano o izolację. Opiekunowie pod groźbą kary śmierci mieli utrzymywać wszystko co widzieli w tajemnicy przed innymi mieszkańcami Terezina. Wkrótce również ten personel stracił jakikolwiek kontakt z resztą getta. Lageralteste Epsztein został rozstrzelany za odwiedzenie dzieci[70].




Ryc. 9. Tablica pamiątkowa żydowskim ofiarom pomordowanym w Małej Twierdzy
w latach 1940-1945, stan obecny (fot. Charlotte Opferman)

Liczne relacje mówią o "niezrozumiałym", zachowaniu dzieci pierwszej nocy, kiedy próbowano je poddać procesowi odwszenia i umyć. Bały się, kiedy próbowano im ściąć włosy w celach higienicznych:

Czeska Żydówka Paulina Fabian, która przeżyła wojnę, pracowała z tymi dziećmi jako higienistka. Opowiadała, że początkowo większość podopiecznych była zawszona i należało im ostrzyc włosy. Podopieczni bronili się przed tym zdecydowanie tłumacząc, że po obcięciu włosów idzie się do komory gazowej. Pani Fabian nie wiedziała nic o istnieniu takowych, nie mogła więc zrozumieć, o czym mówią dzieci białostockie[71].

Doktor Loesten-Levenstein również dziwił się zachowaniom dzieci opisując je następująco:

[...] gdy dzieci dotarły do stacji odpraw, przeraziły się i okazały panikę, gdy zobaczyły napisy ostrzegawcze z odpowiednimi obrazami. Stłoczyły się i wahały się czy iść dalej. Dzieci mówiące po żydowsku uspokajały inne, lecz one pozostały nieufne. Dotarłszy do miejsca kąpieli większe dzieci nie chciały wejść pod prysznic i wypychały słabsze aby stwierdzić działanie prysznicy. Jednakże po stwierdzeniu nieszkodliwości prysznica dały się umyć. Po tym jak stały się bardziej ufne, opowiadały szeptem, że przed paroma dniami Niemcy wszystkich Żydów zgonili na jeden plac i po większej przerwie jakoby na oślep rozstrzelali. Ci nieliczni, którzy jakoby przeżyli zostali zamknięci w budynku, który nosił napis "Łaźnia" i tam zagazowani. Dzieci opisywały dalsze straszne czyny i można było wtedy przyczyny ich śmiertelnego strachu zrozumieć[72].



Ryc. 10. Łaźnia w getcie w Terezinie, stan obecny
(fot. Charlotte Opferman)

Inne wspomnienia podkreślają, że dzieci panicznie bały się mycia, aby nie zostać zabite jak ich rodzice[73]. Zdawały sobie sprawę z istnienia owianych ponurą tajemnicą "łaźni" i "stacji kolejowych" i innych podobnych miejsc egzekucji[74]. W wielu relacjach pojawia się słowo "gaz" rzekomo wykrzykiwane nieustannie przez dzieci. Chana Grinfeld tak to opisuje:

Dzieci wprowadzono do budynku przeznaczonego na dokonywanie dezynfekcji. I stamtąd, też po chwili, rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający ich krzyk: gaz! gaz! gaz! Przylgnęły jedne do drugich. Nie chciały się myć ani też zmienić mokrych szmat na suche odzienie. Nikt z nas nie rozumiał. [...] Jak nam opowiedział człowiek pracujący w odwszalni, dzieci nie chciały się rozebrać, przyciskały do ciałek stare ubranka. Starsze wysunęły się do przodu, by zasłonić sobą, swymi wychudłymi i pozapadanymi piersiami, maluchów. Ich ubranka były pełne wszy, ciała pełne ran, a pomimo to odmawiały kąpieli[75].

Interesujące, że Charlotte Opferman nic nie wspomina o rozpaczliwych okrzykach "gaz". Zapytana współcześnie o interpretację faktu, że właściwie tylko ona jedna wyraźnie nie pisze o obawie dzieci przed rzekomym gazem, odpowiedziała: 

Nie mówię o tym ponieważ nie jestem pewna czy ten aspekt nie jest spreparowanym powojennym wspomnieniem. Wiedzieliśmy, że Żydzi byli zabijani - ale nie wiedzieliśmy gdzie i jak. Trudno mi uwierzyć, że mieszkańcy i władze getta w Białymstoku byli lepiej poinformowani[76].

Wydaje się jednak prawdopodobne, że dzieci mogły już słyszeć o komorach gazowych imitujących łaźnie, w których Niemcy zabijali Żydów. Pogłoski o tym zaczęły krążyć w białostockim getcie w początkach 1943 roku, przynoszone przez uciekinierów z Treblinki. Świadectwo jednego z nich, Abrahama Broide, zostało rozpowszechnione w getcie przez jednego z przywódców późniejszego powstania w getcie, Mordechaja Tenenbauma. Informacje o tym można znaleźć w między innymi w dokumentach Podziemnego Archiwum z Getta Białostockiego[77].

Charlotte Opferman, będąca pielęgniarką w getcie w Terezinie, została wezwana na dodatkowy dyżur w nocy przy przyjmowaniu transportu białostockich dzieci. Oto relacja z jej doświadczeń:

O ile rozumiałam, wydawało się, że wszystkie dzieci mówiły płynnie w jidysz i po polsku. Niechętnie komunikowały się z osobami spoza ich grupy. Trudno było je przygotować do wzięcia prysznicu, gdyż nie chciały się rozstawać ze swoimi ubraniami. Płakały rzewnymi łzami i starały się ukryć. Otrzymałam polecenie pozbycia się ich ubrań. [...] One zdawały sobie sprawę z tego, że ubrania są ważne, muszą być cenione i strzeżone, ponieważ będzie bardzo trudno lub będzie to niemożliwe żeby je wymienić. One wcześniej nie dostawały nowych ubrań, nie wiedziały jak reagować na taką sytuację[78].

Po początkowych trudnościach w opanowaniu dzieci w łaźni, nieco już uspokojona grupa udała się z opiekunami do miejsca zakwaterowania, tj. do drewnianych baraków specjalnie w tym celu wybudowanych poza murami getta, w oddaleniu około kilometra. Miejsce to określano mianem "Kreta" lub "Westbarracken"[79]. Wszyscy autorzy relacji zgodnie podkreślają, że w porównaniu do innych mieszkańców Terezina, dzieciom tym zapewniono na miejscu wyjątkowo dobre warunki i opiekę medyczną. Mali białostoczanie otrzymali od Niemców specjalne racje żywnościowe, niezbędne lekarstwa, nowe ubrania, oraz zabawki. Dzieci nieco się rozluźniły, nabrały zaufania do nowych opiekunów, zaczęły nawet śpiewać[80].

Opiekunowie, zgłaszający się do pracy dobrowolnie, składali się z lekarzy i pielęgniarek. Szybko rozeszła się pogłoska, że grupa ta ma być wysłana do Palestyny lub do Szwajcarii na wymianę za jeńców niemieckich. Nie wszyscy wierzyli w dobre intencje Niemców, wielu podejrzewało, że był to podstęp, aby zwabić ludzi do niewdzięcznej pracy[81]. W "Krecie" znalazło się z dziećmi 53 dorosłych, w tym lekarze: Blumenthal, Kowitsch, Margulis, Reich i Weiss . Wśród opiekunów znalazła się również matka Chany Grinfeld - Marie Lustig, siostra Frantza Kafki - Otla Kafka-David oraz Ruth Marianne Hirschel z Wrocławia[83]. Przed wyjazdem wszyscy mieli zdjąć łaty z gwiazdami Dawida i musieli podpisać specjalne zobowiązanie o tym, że będą milczeć na temat tego co wcześniej widzieli w Terezinie[84]. Wszystkich 53 opiekunów zginęło następnie razem z dziećmi w Brzezince.

Relacje podają różne informacje o okresie pobytu dzieci w Terezinie. Najmniej zgodna z prawdą jest wzmianka podawane przez niektórych badaczy, o trzech miesiącach względnie dobrej egzystencji w Terezinie[85]. W zbiorowej pracy o Terezinie podaje się miesięczny pobyt dzieci na terenie Czech[86]. Inne relacje mówią najczęściej o sześciu tygodniach, co zgadzałoby się z prawdą, jeśli wierzyć wcześniejszym ustaleniom dotyczącym daty wyjazdu transportu dziecięcego z Białegostoku, tj. 20, 21 lub 22 sierpnia 1943 roku. Transport w stronę Auschwitz wyruszył z Terezina 5 października 1943 roku i przybył na miejsce dwa dni później. Daje nam to 47,48 lub 49 dni, czyli około sześć i pół tygodnia. Adolf Eichman prawdopodobnie miał zwyczaj osobiście doglądać ekspediowania transportów, jeżeli było to akurat możliwe. Według jednej z relacji SS-Obersturmbannführef bawił w tym czasie w Terezinie i 5 października 1943 roku dopilnował formalności przy wysłaniu dzieci[87].

Białostockie dzieci z "Krety" wraz z opiekunami zniknęły tak samo niespodziewanie jak się pojawiły. Jedynym namacalnym śladem po nich są dwie listy transportowe: dzieci i dorosłych oznaczone symbolem "Dn/a" i datą  5 października 1943 roku[88].

Interesujące, jak różnorodna wizja przyczyn zgromadzenia grupy białostockich dzieci przez Niemców, zachowała się w pamięci świadków. Najczęściej pojawia się informacja o  planowanym wyjeździe dzieci do Palestyny lub Szwajcarii w celu wymiany za Niemców. W wersji Tobiasza Cytrona mieli to być obywatele niemieccy znajdujący się w Palestynie, a według Kiryła Sosnowskiego i Tadeusza Szymańskiego, mogli to być Niemcy internowani przez siły sprzymierzone, bez precyzowania gdzie[89]. Kirył Sosnowski opisuje:

W maju tego samego roku [1943 - A.B.], rząd brytyjski za pośrednictwem przedstawicielstwa szwajcarskiego Czerwonego Krzyża w Berlinie, wyraził gotowość przyjęcia pięciu tysięcy Żydów, w tym 85% dzieci z Polski, Litwy i Łotwy. Eichman uzależnił to od powrotu 20 tysięcy Niemców zdolnych do walki[90].

W relacjach przytaczanych przez ocalonych z zagłady pojawiają się informacje o również innych przyczynach zgromadzenia dzieci. Wiadomości często mają charakter pogłoski powtarzanej przez opowiadających. W swoich relacjach powojennych Szymon Amiel, białostocki Żyd, wspomina  wywiezienie białostockich dzieci w celu wykonania eksperymentów medycznych, a Rachela Kirsznler mówi o planach wysłania dzieci do Szwajcarii i przytacza plotkę o domniemanym wytaczaniu krwi z białostockich dzieci dla chorych niemieckich dzieci. Tę samą informację w zniekształconej formie przytacza Bernard Mark, autor opracowania o powstaniu w białostockim getcie, pisząc o powszechnie panującym przekonaniu, iż dzieciom przed śmiercią miała być wytoczona krew dla rannych niemieckich żołnierzy[91]. Następnie Charlotte Opferman informuje o negocjacjach prowadzonych przez Adolfa Eichmana w celu wymiany dzieci na wojskowe ciężarówki lub nawet tylko jedną ciężarówkę dla Wehrmachtu[92]. Takie było wówczas przeświadczenie niektórych mieszkańców getta w Terezinie o losie białostockich dzieci.

Dokumentacja negocjacji prowadzonych przez Niemców z kilkoma państwami i organizacjami reprezentującymi różne państwa, między kwietniem 1943 roku a majem 1944 roku, a dotycząca ewentualnej emigracji Żydów z różnych krajów w celu wymiany za Niemców, wskazuje na świadomą niemiecką politykę okłamywania partnerów i opóźniania podejmowania ostatecznych decyzji. Bronka Klibanska pisze o negocjacjach z rządem brytyjskim w celu tranzytu 5000 Żydów do Palestyny; szwajcarskiej prośbie, podjętej w imieniu rządu brytyjskiego, ewakuacji 5000 Żydów bułgarskich do Palestyny; rumuńskim rządzie negocjującym deportację 7000 Żydów rumuńskich do Palestyny; prośbie ambasady szwedzkiej w imieniu holenderskiego rządu na uchodźstwie w sprawie wysłania 500 Żydów do Palestyny; prośbie rządy francuskiego Vichy o deportację 2000 dzieci z Francji, 500 z Belgii i 500 z Holandii oraz transfer kilkuset dzieci ze Szwajcarii przez Portugalię do Palestyny; interwencji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w sprawie deportacji Żydów słowackich do Palestyny; prośbach deportacji licznych grup Żydów węgierskich do Palestyny; prośbie rządu Argentyny przyjęcia 1000 dzieci żydowskich wysłanych z Niemiec itp.[93]

Rozmowy tego typu kontynuowano nawet wówczas, gdy pozostało w Europie bardzo niewiele dzieci żydowskich. Dzieci łódzkie, białostockie oraz dzieci cygańskie były jednymi z ostatnich. Negocjacji nigdy nie doprowadzono do końca. Dzieci z Białegostoku trafiły do Terezina prawdopodobnie jako dowód, iż negocjacje prowadzone przez Niemców były przez nich traktowane poważnie. Podobną rolę miał odgrywać cygański obóz rodzinny w Birkenau, który również został później zlikwidowany. Wydaje się, że los białostockich dzieci od początku był jednak przesądzony[94].

Według autorów niektórych opracowań, jedną z przyczyn niepowodzenia rozmów był strach Niemców przed tym, iż dzieci zbyt dużo widziały i później mogły tę wiedzę szerzyć psując wizerunek państwa niemieckiego. Potwierdzenie tego można znaleźć w tajnym dokumencie do Adolfa Eichmana, w którym udziela mu się rady, aby dzieci przygotowywane na wymianę nie pojechały do Palestyny, gdyż zostaną na pewno wychowane na obywateli żydowskich, jakich by sobie Niemcy nie życzyli[95]. Tadeusz Szymański sugeruje iż "do wymiany jednak nie doszło, ponieważ niektórzy wybitni SS-owcy mieli zaprotestować przeciw niej u samego Fuhrera, uzasadniając swój sprzeciw tym, że dzieci za dużo wiedziały"[96]. Inny badacz, Kirył Sosnowski, podaje jako argument przypieczętowujący los dzieci fakt, że taka wymiana prowadziłaby wyłącznie do wzrostu nienawiści do Niemców. Dlatego planów wymiany poniechano[97]. Niektórzy relacjonujący wiążą los dzieci z bezpośrednią interwencją Haja Muhammeda Amin al-Husseiniego - Wielkiego Muftiego Jerozolimy. Tobiasz Cytron tak to opisuje:

Niemcy byli zainteresowani zwolnieniem oficerów i to wyższych, którzy dostali się do niewoli po pierwszej klęsce w Afryce. Wymiana taka nie była na rękę Anglikom. Mufti jerozolimski uciekł z Palestyny, przeszedł na stronę Niemców, a z zasady nie był zwolennikiem zwiększania liczby ludności żydowskiej w ówczesnej Palestynie[98].

Według Chany Grinfeld,  "Niemcy zostali bowiem przekonani przez Wielkiego Muftiego Jerozolimy, że dzieci te za jakiś czas staną się dorosłymi i zasilą gminę żydowską w Palestynie" i dlatego zrezygnowano z wymiany[99]. Autorka cytuje świadectwo Dietera Wisliceny z 15 lipca 1946 roku, spisane w czasie procesu norymberskiego i znajdujące się w archiwach Yad Vashem. Wynika z niego, że Wisliceny próbował namówić Reichsführera SS Heinricha Himmlera na zgodę na emigrację pewnej liczby dzieci żydowskich do Palestyny.

Później niektóre z tych dzieci przybyły do Terezina. Wówczas Eichman kazał mi się stawić w Berlinie. Powiedział mi, że sprawa ta została zauważona przez służby wywiadowcze Muftiego w Palestynie. Haj Amin al.-Husseini, Wielki Mufti Jerozolimy, który spędził wojnę w Berlinie jako niemiecki gość, zaprotestował do Himmlera przeciwko tym planom, jako powód podając iż te dzieci żydowskie dorosną za kilka lat i wzmocnią żydowską ludność Palestyny. Według Eichmana, Himmler odwołał całą operację i nawet wydał rozkaz zabraniający w przyszłości takich planów, tak aby żaden Żyd nie wyjechał do Palestyny z ziem pod niemiecką kontrolą[100].

Przytacza ona również świadectwo Andrew Steinera, architekta-inżyniera z Czechosłowacji, które znalazła w Instytucie YIVO w Nowym Jorku oraz w Yad Vashem w Jerozolimie (sygn. M5-165). Wynika z niego, iż negocjacje dotyczące wymiany białostockich dzieci prowadzone przez rząd słowacki z niemieckim doradcą do spraw żydowskich Dieterem Wisliceny spełzły na niczym, gdyż nie udało się zebrać znaczącej sumy pieniędzy w dolarach, która miała być jednym z warunków wymiany[101]. Jednak badania Bronki Klibańskiej, dokładnie śledzącej negocjacje niemieckie w sprawie deportacji Żydów z różnych państw do Palestyny, nie potwierdzają tej sugestii.

O dalszych losach dzieci w Auschwitz mamy bardzo niewiele informacji, dodatkowo mało wiarygodnych, gdyż nie potwierdzonych w żadnych innych źródłach.

Tobiasz Cytron przytacza rozmowę z niejakim "panem Tabakiem", który był pracownikiem Sonderkommando w Birkenau, brał udział w buncie załogi krematorium i trafił do szpitala, gdzie był operowany przez białostockiego lekarza.

Kiedy był już po operacji, w wielkim sekrecie powiedział mi, że w wigilię Sądnego Dnia 1943 roku, największego święta żydowskiego, do krematorium nadszedł transport dzieci bez dorosłych. Wszystkie od razu poszły do komory gazowej, a potem zostały spalone na polu obok krematorium. Fakt ten legł wielkim ciężarem na sercach tych, którym był znany. Nikt nie wiedział skąd dzieci przybyły, ponieważ nie było do nich dostępu - ich izolacja była absolutna[102].

Przytoczony fragment ponownie przysparza pewnych kłopotów interpretacyjnych. Wynika z niego, że w drodze do krematorium nie towarzyszyli dzieciom żadni dorośli. Wiemy, że 53 opiekunów zginęło, zachowała się bowiem lista transportowa z tym samym numerem i taką samą datą co lista transportowa dzieci[103]. Być może dorosłych zabito później, z inną grupą. Być może nie zginęli w komorze gazowej, a zostali rozstrzelani. Brak danych, aby to ustalić. Autorce nie udało się również odnaleźć żadnych informacji z innych źródeł na temat wspomnianego pana Tabaka. Święto Jom Kipur w kalendarzu żydowskim przypada na dziesiąty dzień miesiąca tiszri. Miesiąc tiszri zwykle zaczyna się w połowie września[104]; w 1943 roku święto to przypadło na 9 października. Wigilia Jom Kipur miała miejsce  8 października, a transport z białostockimi dziećmi przybył do Birkenau 7 października, więc jest wielce prawdopodobne, że pan Tabak mówi o tym właśnie transporcie.

W kolejnej relacji mamy szczegół dotyczący miejsca egzekucji dzieci. Szamaj Kizelsztejn we wspomnieniach o powstaniu w getcie białostockim pisze o losie tych dzieci, który kończy się w Birkenau, w komorze numer 2[105]. Nie wiadomo jednak, skąd czerpie on tak precyzyjne dane.

Interesującą, choć bardzo niespójną, relację daje Noah Zabludowitz, kierowca z Ciechanowca i później działacz konspiracyjny w obozie Auschwitz. Pamięta dwie ciężarówki dzieci z opiekunami śpiewające niemieckie pieśni, które pojechały w kierunku krematoriów w 1944 roku. Po półgodzinie, członkowie Sonderkommando poinformowali go, że były to dzieci z Białegostoku, a przywiezione z getta w Terezinie, gdzie były dobrze karmione i ubrane. Wszystkie dzieci (około 80) wrzucono żywcem do rozpalonych dołów spaleniskowych.[106] Bardzo możliwe, że Zabludowitz mówi o innych dzieciach, gdyż podstawowe dane, tj. ilość dzieci i rok przybycia, się nie zgadzają z innymi relacjami i dokumentami.

Najprawdopodobniej zatem wszyscy, 1196 dzieci i 53 dorosłych przybyłych do Auschwitz transportem z 5 października 1943 roku z Terezina, wkrótce po przybyciu zginęli w Birkenau.

Celem pracy było przypomnienie losu dzieci żydowskich z transportu z 5 października 1943 roku widzianych oczami świadków. Relacje świadków jako źródło historyczne, z racji specyfiki charakteryzującej się wysokim stopniem subiektywizmu, stanowią trudny i niewdzięczny materiał do analizy. Dlatego w pracy wyłonił się niepełny obraz wydarzeń, różniący się lub wręcz sprzeczny w szczegółach, zgodny jedynie w głównym zrębie faktograficznym. Zasadnicza baza źródłowa przedstawianych zdarzeń znajduje się w archiwach na całym świecie, zaczynając od Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, poprzez zasoby Muzeum w Terezinie oraz Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, a kończąc na zbiorach Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. Część relacji została zawarta we wspomnieniach i opracowaniach publikowanych w różnych językach. Z tego powodu dostęp do źródeł jest znacznie utrudniony i praca niniejsza stanowi jedynie przyczynek do dziejów zagłady białostockich Żydów i zagadnienie to wymaga dogłębnego trudu badawczego.

Przypisy:

[1] Szacuje się, że wojnę przetrwało około 6800 (13,6%) białostockich Żydów. Znakomita większość tych, którzy przeżyli, wyemigrowała, głównie do Izraela i Stanów Zjednoczonych, Cytron Tobiasz, Dzieje zbrojnego powstania w Getcie Białostockim, Tel Awiw 1996, ss.88-91.

[2]A. Dobroński, Białystok historia miasta, Zarząd Miasta Białegostoku, Białystok 1998, ss. 157-162; por. T. Wiśniewski, Jewish Bialystok and Surroundings in Eastern Poland, The Ipswich Press, Ipswich, 2000, ss. 14-15; por. Białostoccy Żydzi, Tom 1, Instytut Historii Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, Białystok 1993, ss. 10-11.

[3]H. Wolkenberg, Relacja, sygn. 301/552, Białystok, mps w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH); por. H. Wolkenberg, Relacja, sygn. M-11/105, s. 1, mps w Yad Vashem; por. Los dzieci białostockiego getta, [w:] Dzieci oskarżają, opr. Maria Hochberg-Mariańska i Noe Gruss, Kraków-Łódż-Warszawa 1947, s. 264.

[4]P. Bursztajn, Relacja, sygn. 301/550, Białystok 22 lipca 1945, mps w ŻIH.

[5]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s.265; por. R. Rajzner, Losy dzieci. Teresin, [w:] Zagłada Żydów białostockich 1939-1945, [cyt. za:] Białostoccy Żydzi, t. 1, s. 135; por. R. Rajzner, The getto In flames, [w:] The Bialystoker Memorial Book, New York 1982; por. B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children from the Bialystok Ghetto to the Theresienstadt Camp, [w:] T. Bartman, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/bronkaKlibanski.html (9 lipca 2004); por. P. Korovski, The Testimony, [w:] Zabludow Yizkor Book, Buenos Aires 1961, cyt. za: Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/korovski.html (9 lipca 2004); por. S. Amiel, Relacja, sygn. 301/21, Łódź, 18 kwietnia 1945, mps w ŻIH; por. R. Kirsznler, Relacja, sygn. 301/2603, Białystok 29 czerwca 1947 mps w ŻIH; por. K. Cieśluk, By się nie poddać woli okupanta, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 2, Instytut Historii Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, Białystok 1997, s. 131; por.  Dr. Szymon Datner, sygn. M-11/169, s. 20, mps w Yad Vashem; por. Midler Ben, The Life of a Child Survivor from Bialystock, s. 37-38.

[6]K. Sosnowski, The Tragedy of Children under Nazi Rule, Zachodnia Agencja Prasowa, Poznań-Warszawa 1962, s.102.

[7]A. Lewin, Relacja, sygn. 301/2971, Białystok 7 listopada 1947, mps w ŻIH.

[8]T. Cytron, Relacja, sygn. 301/1473, Białystok 16 lutego 1946, mps w ŻIH.

[9]Tenże, Straszny dzień Jom-Kipur, [w:] "Kurier Podlaski" 18 czerwca 1989; tenże, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, [w:] "Zeszyty Oświęcimskie" nr 22, Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince 1998, ss.330 i 333. Autor pisze: "Z getta w Białymstoku wyjechało ich około 2000. Podczas podróży zmarło z głodu, wskutek chorób i bestialstwa niemieckiego około 800 dzieci". [10]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 3, Instytut Historii Uniwersytetu w Białymstoku, Białystok 2000, s.160.

[11]List of all transports to Terezin, [w:] Terezin Initiative Institute, 2002,  www.terezinstudies.cz/eng/ITI/database/tr_in_date  (10 września 2004).

[12]D. Czech, Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz, Oświęcim 1992, s. 534; por. H. G. Adler, Theresienstadt 1941-1945, Tubingen 1960, s. 41 i 154; por. Ch. Opferman, [w:] Ideas of November, 2000, cyt. za: Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/opfermann.html (9 lipca 2004).; por. H. Mausbach, B. Mausbach Bromberger, Feinde Des Lebens. NS-Verbrechen an Kindern, s. 106.

[13]Abtransport Dn/a Besondere Dienstleistungen am 5 Oktober 1943, Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (APMAB), D-RF-3/93, 107398, s. 1; Bialystok Children's Transport List from Theresenstadt to Auschwitz, DN/a 10/05/43 [w:] Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/Bialystockchildrenlist.htm (9 lipca 2004).

[14]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 161; por. B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children.

[15]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 330; por. R. Rajzner, The getto In flames, s. 93; por. Kizelsztejn Szamaj, Głos ocalonego, s. 91; por. Mausbach Hans, B. Mausbach Bromberger, Feinde Des Lebens. NS-Verbrechen an Kindern, s. 106; por. K. Sosnowski, The Tragedy of children Under Nazi Rule, s. 102.

[16]Bialystok Children's Transport List from Theresenstadt to Auschwitz; por. H. Lewkowitz, Relacja, sygn. 0.33/668, s.2, mps w Yad Vashem.

[17]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children.

[18]H. Sprung-Levkowitz, Relacja, [w:] Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/levkowitz.html (9 lipca 2004); por. H. Lewkowitz, Relacja, sygn. 0.33/668, s.2, mps w Yad Vashem.

[19]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s.265; por. S. Kizelsztejn, Głos ocalonego, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 3, Instytut Historii Uniwersytet w Białymstoku, Białystok 2000, s. 91.

[20]P. Korovski, The Testimony.

[21]R. Kirsznler, Relacja, sygn. 301/2603, Białystok 29 czerwca 1947, mps w ŻIH.

[22]R. Rajzner, The getto In flames, s. 93;  P. Bursztajn, Relaacja, sygn. 301/550, Białystok 22 lipca 1945, mps w ŻIH.

[23]A. Goldsztejn,  Relacja, sygn. 301/2961, Białystok 9 października 1947, mps w ŻIH.

[24]K. Sosnowski, The Tragedy of Children Under Nazi Rule, s. 102.

[25]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265; por. H. Wolkenberg, Relacja, sygn. M-11/105, s.1, mps w Yad Vashem.

[26]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 160; por. T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 330.

[27]R. Rajzner, The getto In flames, s. 93.

[28]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. T. Cytron, Relacja, sygn. M-11/319, s. 2, mps w Yad Vashem.

[29]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265; por. H. Wolkenberg, Relacja, sygn. M-11/105, s.1, mps w Yad Vashem.

[30]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 330.

[31]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 160.

[32]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s.331.

[33]R. Rajzner, Losy dzieci, s. 134.

[34]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 330; por. T. Cytron, Relacja, sygn. M-11/262, s.1, mps w Yad Vashem.

[35]Tamże, s. 330 i 331.

[36]Tamże, s. 331. Jak pisze Tobiasz Cytron: "Pamiętam chłopczyka mniej więcej dziesięcioletniego, który trafiony w głowę podczas obstrzału - stracił wzrok. Ranny dzieciak zwrócił się do mnie z prośbą, aby zaprowadzić go do szpitala na operację, bo chce znowu widzieć, tak jak przed zranieniem. Musiałem go zapewnić, że odzyska wzrok kiedy zagoi się rana".

[37]Tamże.

[38]Tamże, s. 331-332.

[39]P. Korovski, The Testimony; por. T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, ss.330-332; por. H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265.

[40]Tamże; por. Klibanski Bronka, The Transport of 1,200 Children.

[41]List of all transports to Terezin.

[42]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265; por. H. Sprung-Levkowitz, Relacja; por. B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. H. Wolkenberg, Relacja, sygn. M-11/ 105, s.1, mps w Yad Vashem.

[43]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 161.

[44]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 333.

[45]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265.

[46]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 332; por. Rajzner Refoel, The getto In flames, s. 96.

[47]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children.

[48]B. Mark, Ruch oporu  w getcie białostockim. Samoobrona - zagłada - powstanie, Żydowski Instytut Wydawniczy, Warszawa 1952, ss. 265-266.

[49]K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, s. 1,  mps w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie.

[50]H. Sprung-Levkowitz, Relacja.

[51]Tamże. Jak pisze Hadassah Sprung-Levkowitz: "Jeden Żyd powierzył mi swoją córkę, 4-letnią dziewczynkę. Od Judenratu trzymaliśmy worki z chlebem jako zaopatrzenie na podróż. Powiedziałam do dzieci: Jeśli pociąg pojedzie w kierunku północnym, wyskakujcie i próbujcie uciekać. Jeśli pojedzie na zachód, zostańcie. Pociąg pojechał na zachód. W czasie podróży dałam niemieckim strażnikom kosztowności w zamian za gorącą wodę. Pociąg przybył do Terezina i dzieci weszły do obozu, ale Niemcy odmówili wpuszczenia tej małej dziewczynki i ona pozostała ze mną. My, dorośli zostaliśmy odesłani z powrotem do pociągu, i to właśnie wtedy kierownik pociągu powiedział: jedziecie do Auschwitz. Wśród moich towarzyszy podróży wybuchła kłótnia o to, czy powinnam móc zabrać to dziecko ze sobą. Strażnik podsłuchał tę kłótnię oraz zauważył, iż ta mała dziewczynka zwracała się do mnie »pani« a nie »mama«. Zabrał ją ode mnie".

[52]Dr. Karl Loesten-Levenstein, Relacja, sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie.

[53]H. Wolkenberg, Los dzieci białostockiego getta, s. 265; por. B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 161; por. H. Wolkenberg, relacja, sygn. M-11/105, s.1.

[54]K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie, s. 1; por.  H. Greenfield, Fragments of Memory, s.8.

[55]List of all transports to Terezin.

[56]K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie, s. 1.

[57]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 159.

[58]Informacje na temat autora oraz inne prace zob.: Testimony. Art. Of the Holocaust, The Holocaust Martyrs' and Heroes' Remembrance. Authority Art Museum, Yad Vashem, Jerusalem 1986, s. 14.

[59]H. Greenfield, Art as Evidence, [w:] Fragments of Memory, Gefen, 1998, cyt. za: Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/artasevidence.html   (9 lipca 2004).

[60]Szerzej zob.: Testimony. Art. Of the Holocaust, The Holocaust Martyrs' and Heroes' Remembrance, s. 45.

[61]Szerzej zob.: tamże, s. 50.

[62]Tamże, s. 32.

[63]H. Greenfield, Art as Evidence.

[64]D. L. Schacter, Siedem grzechów pamięci, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2003, ss.138-172.

[65]K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 103; por. Ch. Opferman, [w:] Ideas of November; por. O. Kraus, The Death Factory, s. 116; por. The Terezin Diary of Gonda Redlich, s. 130.

[66]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie, s. 2; por. Z. Lederer, Ghetto Theresienstadt, ss. 96-97.

[67]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 161.

[68]K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie, s. 2.

[69]Ch. Opferman, [w:] Ideas of November.

[70]R. Rajzner, The getto In flames, s. 96; por. K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 103; por. t. Cytron, Relacja, sygn. M-11/207, s. 3, mps w yad Vashem; por. T. Cytron, Relacja, sygn. M-11/232, s. 5, mps w Yad Vashem.

[71]R. Rajzner, Losy dzieci. Teresin, s. 134; por. tenże, The getto In flames, s. 96.

[72]K. Loesten-Levenstein (relacja), sygn. 064/105, mps w Yad Vashem w Jerozolimie, s. 1.

[73]R. Marcus (relacja), sygn. 01/268, s. 1-2, mps. w Yad Vashem.

[74]K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 103; por. H. G. Adler, Theresienstadt 1941-1945, s. 154; por. O. Kraus, The Death Factory, s. 116; por. Z. Lederer, Ghetto Theresienstadt, s. 95.

[75]Ch.Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, ss.159-160.

[76]Ch. Opferman, e-mail z dnia 13 lipca 2004 roku, w zbiorach autorki.

[77]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children.

[78]Ch. Opferman, [w:] Ideas of November.

[79]Tamże; por. P. Hecht, Relacja, sygn. TR11/01319, mps w Yad Vashem; por. Adler H.G., Theresienstadt 1941-1945, s. 134; por. Z. Lederer, Ghetto Theresienstadt, s. 96.

[80]Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 161; por. Ch. Opferman, [w:] Ideas of November; por. K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 103; T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 334; R. Rajzner, Losy dzieci. Teresin, s. 134; por. O. Kraus, The Death Factory, s.116.

[81]Ch. Opferman, [w:] Ideas of November.

[82]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; Autorce opracowania nie udało się odnaleźć lekarza Kowitscha na liście transportowej dorosłych do Auschitz, ani innych jego śladów.

[83]Ch. Opferman, [w:] Ideas of November. Ruth Hirschel była pielęgniarką, z której matką łączyła Charlotte Opferman epizodyczna przyjaźń,.

[84]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. Ch. Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 16; por. O. Kraus, The Death Factory, s. 117.

[85]R. Rajzner, The getto In flames, s. 97; por. tenże, Losy dzieci. Teresin, s. 134; por.  K. Cieśluk, By się nie poddać woli okupanta, s. 131; por. C. Беркнев, Жизнь и борба белостокского гетто, Москва 2001, s. 87.

[86]Teresin 1941-1945, publ. Council of Jewish Communities In the Czech Lands, Prague 1965, s. 34.

[87]P. Hecht (relacja), sygn. TR11/01319, s. 3, mps w Yad Vashem, cyt. za: B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; Adolf Eichman kierował Wydziałem IVB Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA), odpowiedzialnym za planowanie i eksterminację ludności żydowskiej, szerzej zob. Grünberg Karol, SS Gwardia Hitlera, KiW, Warszawa 1994, s. 152.

[88]H. Greenfield, Art as Evidence; por. B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children; por. R. Rajzner, Losy dzieci. Teresin, s. 134.

[89]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 330; por. K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 102; por. T. Szymański, Dzieci w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu-Brzezince, [w:] Dziecko w obozie hitlerowskim, pod red. Zofii Murawskiej-Gryń, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 1972, s. 93; por. H. Mausbach, B. Mausbach Bromberger, Feinde Des Lebens. NS-Verbrechen an Kindern, s. 106.

[90]K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 104.

[91]S. Amiel, sygn. 301/21, Łódź, 18 kwietnia 1945, mps w ŻIH; por. R. Kirsznler, sygn. 301/2603, Białystok 29 czerwca 1947, mps w ŻIH; por. B. Mark, Ruch oporu  w getcie białostockim, s. 266.

[92]Ch. Opferman, [w:] Ideas of November.

[93]B. Klibanski, The Transport of 1,200 Children.

[94]Tamże; por. Y. Bauer, Jews for Sale?, s. 115, 118.

[95]Dokumenty z procesu Eichmana, sygn. 201,149g DIII (K207313), mps. w Yad Vashem.

[96]T. Szymański, Dzieci w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu-Brzezince, s. 93.

[97]K. Sosnowski, The Tragedy of children Dunder Nazi Rule, s. 104.

[98]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, 334.

[99]Ch Grinfeld, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, s. 162.

[100]Taż, Art as Evidence.

[101]Tamże.

[102]T. Cytron, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, s. 333; por. tenże, Straszny dzień Jom-Kipur, [w:] "Kurier Podlaski" 18 czerwca 1989.

[103]Abtransport Dn/a Besondere Dienstleistungen am 5 Oktober 1943, APMAB, D-RF-3/93, 107398, s.1; por. Bialystok Children's Transport List from Theresenstadt to Auschwitz, DN/a 10/05/43 [w:] Bartman Tiford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/Bialystockchildrenlist.htm (9 lipca 2004).

[104]A. Cała, H. Węgrzynek, G.Zalewska, Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2000, s. 136; por. A. Unterman, Encyklopedia tradycji i legend żydowskich, Książka i Wiedza, Warszawa 2000, s. 288.

[105]Sz. Kizelsztejn, Głos ocalonego, s.91; por. S. Kizelstein, Paths of Fate, s. 12.

[106]N. Zabludowitz (relacja), sygn. 03/1187, s. 17, mps w Yad Vashem.


Wykaz źródeł i literatury

Dokumenty

  1. Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Abtransport Dn/a Besondere Dienstleistungen am 5 Oktober 1943.
  2. Bialystok Children’s Transport List from Theresenstadt to Auschwitz, DN/a 10/05/43 [w:] Bartman Tiford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/Bialystockchildre nlist.htm (9 lipca 2004).
  3. List of all transports to Terezin, [w:] Terezin Initiative Institute, 2002, www.terezinstudies.cz/eng/ITI/database/tr_in_date (10 września 2004).

Relacje w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie

  1. Bursztajn Pesach, sygn. 301/550, Białystok 22 lipca 1945.
  2. Cytron Tobiasz, sygn. 301/1473, Białystok 16 lutego 1946.
  3. Goldsztejn Awrom, sygn. 301/2961, Białystok 9 października 1947.
  4. Kirsznler Rachela, sygn. 301/2603, Białystok 29 czerwca 1947.
  5. Lewin Abrasz, sygn. 301/2971, Białystok 7 listopada 1947.
  6. Amiel Szymon, sygn. 301/21, Łódź, 18 kwietnia 1945.
  7. Wolkenberg Helena, sygn. 301/552, Białystok

Źródła archiwalne i relacje z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie

  1. Cytron Tobiasz, Relacja, sygn. M-11/207, M-11/319, M-11/232, M-11/262
  2. Hecht Peter, Relacja, sygn. TR11/01319, mps Leizerson Y., Relacja, sygn. 06/27, mps Dr. Karl
  3. Loesten-Levenstein, Relacja, sygn. 064/105,
  4. mps Dr. Szymon Datner, Relacja, sygn. M-11/169
  5. Dokumenty procesu Adolfa Eichmana, sygn. 201,149g DIII (K207313), mps
  6. Marcus Rose, Relacja, sygn. 01/268, mps Lewkowitz Hadassa, Relacja, sygn. 0.33/668
  7. Wolkenberg Hela, Relacja, sygn. M-11/105
  8. Zabludowitz Noah, Relacja, sygn. 0.3/1187, mps

Relacje i wspomnienia

  1. Cytron Tobiasz, Straszny dzień Jom-Kipur, [w:] „Kurier Podlaski” 18 czerwca 1989.
  2. Cytron Tobiasz, Tragiczny los dzieci z getta białostockiego, [w:] „Zeszyty Oświęcimskie” nr 22, Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince 1998.
  3. Grinfeld Chana, Straszliwy mord białostockich dzieci w Jom-Kipur, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 3, Instytut Historii Uniwersytet w Białymstoku, Białystok 2000.
  4. Greenfield Hana, Fragments of memory, Jerusalem, 1990.
  5. Kershman Gustaw, Wspomnienia (mps w posiadaniu autorki)
  6. Kizelstein Shamay, Paths of Fate, Auschwitz-Birkenau, No. B-1968.
  7. Kizelsztejn Szamaj, Głos ocalonego, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 3, Instytut Historii Uniwersytet w Białymstoku, Białystok 2000.
  8. Korovski Phina, The Testimony, [w:] li>Zabludow Yizkor Book, Buenos Aires 1961, cyt. za: Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/korovski.html (9 ipca 2004).
  9. Lederer Zdenek, Ghetto Theresienstadt, London 1953, ss.94-97.
  10. Midler Ben, The Life of a Child Survivor from Bialystock, Poland, 1999.
  11. Opferman Charlotte, [w:] Ideas of November, 2000, cyt. za Bartman
  12. Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/opfermann.html(9 lipca 2004).
  13. Shapiro Irene, Revisiting the Shadows. Memoirs from War-torn Poland to
  14. the Statue of Liberty, DeForest Press, Minnesota 2004.
  15. Sprung-Levkowitz Hadassah, Relacja, [w:] Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999,
  16. http://www.zabludow.com/levkowitz.html (9 lipca 2004).
  17. Wolkenberg Helena, Los dzieci białostockiego getta, [w:] Dzieci oskarżają, opr. Maria Hochberg-Mariańska i Noe Gruss, Kraków–Łódź– Warszawa 1947.

Opracowania

  1. Adler H.G., Theresienstadt 1941-1945, Tubingen 1960.
  2. Беркн евСергей, Жизнь и борба белостокского геттоМосква 2001.
  3. Bauer Yehuda, Jews for Sale? Nazi-Jewish Negotiations 1933-1945, Yale University Press, New Haven and London, 1994.
  4. Cieśluk Katarzyna, By się nie poddać woli okupanta, [w:] Białostoccy Żydzi, t. 2, Instytut Historii Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, Białystok 1997.
  5. Cytron Tobiasz, Dzieje zbrojnego powstania w Getcie Białostockim, Tel Awiw 1996.
  6. Czech Danuta, Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz, Oświęcim 1992, s. 534.
  7. Datner Szymon, Walka i zagłada białostockiego Ghetta, Łódź 1946.
  8. Dobroński Adam, Białystok historia miasta, Zarząd Miasta Białegostoku, Białystok 1998.
  9. Greenfield Hana, Art as Evidence, [w:] Fragments of Memory, Gefen, 1998, cyt. za: Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/artasevidence.html (9 lipca 2004).
  10. Grünberg Karol, SS Gwardia Hitlera, KiW, Warszawa 1994.
  11. Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, opr. Alina Cała, Hanna Węgrzynek, Gabriela Zalewska, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2000.
  12. Klibanski Bronka, The Transport of 1,200 Children from the Bialystok Ghetto to the Theresienstadt Camp, [w:] Bartman Tilford, Zabludow Memorial Website, 1999, http://www.zabludow.com/bronkaKlibanski.html (9 lipca 2004).
  13. Kraus Ota, Kulka Erich, The Death Factory. Document on Auschwitz, Pergamon Press, Oxford, 1966.
  14. Mark Bernard, Ruch oporu w getcie białostockim. Samoobrona – zagłada – powstanie, Żydowski Instytut Wydawniczy, Warszawa 1952.
  15. Mausbach Hans, Mausbach Bromberger Barbara, Feinde Des Lebens. NS-Verbrechen an Kindern, Roderberg-Verlag Frankfurt am Main 1979.
  16. Pilichowski Czesław, Dziecko w systemie hitlerowskiego ludobójstwa oraz problem ścigania zbrodniarzy odpowiedzialnych za eksterminację dzieci, [w:] Dziecko w obozie hitlerowskim, pod red. Zofii Murawskiej-Gryń, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 1972.
  17. Rajzner Refoel, The getto In flames, [w:] The Bialystoker Memorial Book, New York 1982.
  18. Rajzner Rafał, Losy dzieci. Teresin, [w:] Zagłada Żydów białostockich 1939-1945, [za:] Białostoccy Żydzi, t. 1, Instytut Historii Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, Białystok 1993.
  19. Schacter Daniel L., Siedem grzechów pamięci, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2003.
  20. Sosnowski Kirył, The Tragedy of children under Nazi Rule, Zachodnia Agencja Prasowa, Poznań-Warszawa 1962.
  21. Szymański Tadeusz, Dzieci w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu-Brzezince, [w:] Dziecko w obozie hitlerowskim, pod red. Zofii Murawskiej-Gryń, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 1972.
  22. Teresin 1941-1945, publ. By the Council of Jewish Communities In the Czech Lands, Prague 1965.
  23. Testimony. Art. Of the Holocaust, The Holocaust Martyrs’ and
  24. Heroes’ Remembrance. Authority Art Museum, Yad Vashem, Jerusalem 1986.
  25. The Terezin Diary of Gonda Redlich, Saul S. Friedman, ed. Laurence Kutler, The University Press of Kentucky, 1992.
  26. Wiśniewski Tomasz, Jewish Bialystok and Surroundings in Eastern Poland, The Ipswich Press, Ipswich, 2000.

Internet

  1. Dzieci z Druskiennik - www.zchor.org
  2. www.jewishgen.org

ˆ góra strony